Jaume Cabre “Wyznaję” – mistrzowska symfonia na 800 stron

“Wyznaję” to nie tylko powieść okrzyknięta mianem bestsellera, ale również książka, którą czyta niemal cała Europa – jak możemy przeczytać na okładce – obdarzona mianem arcydzieła.
Trudno się dziwić, że posiada niemalże 800 stron, skoro składają się na nią setki lat i kilka pokoleń. W powieści przeplata się też mnóstwo różnych wątków – miłość, zło, skrzypce, muzyka, rodzina i języki. Ponadto autor odchodzi od wszelakich narzuconych form, sprawiając, że książkę czyta się jak świadectwo, bo poniekąd świadectwem jest. W “Wyznaję” znajdziemy bogactwo języka, ciekawe formy.

“I powiedział książkom bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście uczyniły sobie dom poddanym.”

wyznaje

Wyznaję, czyli powieść symfonia

Cała powieść skonstruowana jest też jak symfonia – często doznajemy zmiany tempa powieści, wątków, historii. Czytając fragment o głównym bohaterze, nagle przenosimy się o sto lat wcześniej, o ile nie o więcej. Podróżujemy w czasie, mając okazję znaleźć się w dwóch miejscach jednocześnie. Trafiamy do Rzymu z okresu pierwszej wojny światowej, Katalonii z okresu inkwizycji, do obozu Birkenau. To właśnie tam ludzie są poddawani okropnym eksperymentom medycznym, a krematoria ulepszane, by mogły spalić większą ilość ciał.

Adrian Ardevol – gwóźdź tej powieści

Głównym narratorem powieści jest Adrian – złote dziecko, które wychowuje się w surowej rodzinie, w której brakuje miłości. Od samego początku jest przeznaczony do robienia czegoś wielkiego – ojciec pragnie, by został wybitnym humanistą, poliglotą, natomiast matka chce, by syn całe swoje życie poświęcił grze na skrzypcach. Adrian dorasta w gabinecie swojego ojca wśród przedmiotów, które mają swoje własne życie. Są to oryginalne rękopisy średniowiecznych tekstów, japońskie antyki, przedmioty badań naukowych, a nawet skrzypce. Skrzypce nie są zwykłym przedmiotem, jak zresztą podkreślane jest wielokrotnie w powieści. Jeżeli jakiś przedmiot bowiem posiada swoje imię, oznacza to, że żyje. A skrzypce, które należały do rodziny Ardèvol swoje imię posiadają i noszą je, wydaje się z dumą – Vial, czyli pierwsze skrzypce Storioniego. Vial, czyli nazwisko zabójcy. Przenoszony z rąk do rąk, znaczony krwią wielu, którzy usilnie pragnęli go zatrzymać, uwodzący swoim niskim brzmieniem.

Bohater pełen sprzeczności

Adrian Ardèvol nigdy do końca nie robi tego, czego sam by pragnął. Odrzuca ideę matki o światowej karierze skrzypka na rzecz najpiękniejszego instrumentu, języka. Nauka jest dla niego przyjemnością, gdyż odziedziczył talent po ojcu. Łacina, greka, hebrajski, aramejski, włoski, francuski, niemiecki, ale nie tylko. Chłopiec w wieku zaledwie trzynastu lat potrafi płynnie mówić w wielu językach, a niektóre z nich opanował sam, bez niczyjej pomocy. Zaczyna od hiszpańskiego poprzez francuski i niemiecki, a każdy kolejny język opanowuje z coraz to większą łatwością. Czytając “Wyznaję”, można sobie zadać pytanie o sens uczenia się języków dzisiaj już martwych. Główny bohater odpowiada nam na nie.

Adrian wychowuje się w samotności pośród książek w gabinecie swojego ojca, gdzie podsłuchuje jego czy też swojej matki rozmowy. Właśnie tam pierwszy raz poznaje takie słowa jak “prostytutka”. Już pierwsze zdanie powieści podkreślają jego charakter tragicznego bohatera:

“Dopiero wczoraj wieczorem, idąc zmoczonymi deszczem ulicami Vallcarki, zrozumiałem, że przyjście na świat w tej rodzinie było niewybaczalnym błędem”.

Wyznaję – powieść wielu kategorii

Tytuły poszczególnych części powieści napisane są po łacinie, ponadto sam bohater wielokrotnie wtrąca łacińskie słowa czy zwroty, ale nie tylko. Czytelnik ma do czynienia prawie z każdym językiem poznanym przez bohatera. Tłumaczka “Wyznaję”, Anna Sawicka wyjaśnia, że był to celowy zabieg autora, który chciał zwolnić nieco tempo powieści, pokazać, na jak wiele spraw nie znamy odpowiedzi, jak wiele rzeczy nas omija. Cytaty są jednak piękne, nadają książce wyrazistości.

“Goethe ostrzegał: jeżeli jakieś postaci próbują w wieku dojrzałym zrealizować marzenia młodości, szykują sobie zgubę. Dla kogoś, kto nie poznał czy nie rozpoznał szczęścia w stosownym czasie, później, żeby nie wiem jak się wysilał, nie ma już szans. Miłość odnaleziona w wieku dojrzałym to w najlepszym wypadku czuła powtórka dawnych szczęśliwych chwil.”

Ten, który spodziewa się łatwej lektury, jest w błędzie. Jaume Cabré stworzył przedmiot, który podobnie jak skrzypce Lorenzo Storioniego żyje własnym życiem. Akcja książki nie zamyka się wraz z ostatnią przeczytaną stroną. To, co się zobaczyło i o czym się dowiedziało, kogo się poznało – wszystko to pozostaje w sercu, dojrzewa, przypomina o sobie, towarzyszy nam w życiu. Różne emocje towarzyszyły mi przy czytaniu – od śmiechu do rzewnego płaczu. Już po kilkudziesięciu stronach wiedziałam, że dzieło Cabré nie tylko było warte czytania, ale tysiąckrotnie spłaci mi się w przyszłości.

“Wyznaję” zdecydowanie zasługuje na miano arcydzieła. Wciąga, fascynuje, oplata czytelnika niczym bluszcz i zamyka go pomiędzy kartami swojej powieści, czyniąc go jednym ze spadkobierców świadectwa Adriana.
Wiem, że nie jest to pierwszy i ostatni raz, kiedy przeczytałam tę książkę. Przy kolejnym czytaniu będę jednak słuchać muzyki skrzypiec, by lepiej wczuć się w nastrój i akcję powieści, ale również uczucia bohatera, jak i samego autora.
Co jeszcze mogę powiedzieć? Dzięki Cabré in arcadia ego, confiteor.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: