Jacek Dehnel “Matka Makryna” – najsłynniejsza polska oszustka

“Matka Makryna” to opowieść o najsłynniejszej polskiej oszustce.
Odpowiadając na podstawowe pytanie, o czym jest jego nowa powieść, Jacek Dehnel mówi zwięźle:

“To opowieść o tym, jak dajemy się wodzić za nos, zwłaszcza gdy w grę wchodzi zbitka pojęciowa ‘Polak-katolik’.”

“Matka Makryna” została wydana zaledwie kilka miesięcy temu. Autor pracował nad książką aż pięć lat, mamy zatem do czynienia z ogromem poświęconego czasu, pracy, a także niesamowitym świadectwem.
Otwierając książkę od razu rzuca się w oczy specyficzny język i sposób prowadzenia narracji. Autor stylizuje język bohaterki na XIX- wieczną polszczyznę, wspomagając się przy tym słownikiem polszczyzny wileńskiej oraz spisanym świadectwem Makryny, sporządzonym przez ks. Jełowieckiego, nazywanego przez Makrynę “ojczulkiem”. Czytając, poznajemy tak piękne zapomniane wyrazy jak “sznirpić”, czyli pociągać nosem, czy “czmut w oczy puskać”, co znaczy kłamać. Oddanie charakteru i języka bohaterki musiało być dla pisarza nie lada wyzwaniem. Jak wiadomo, Makryna, a właściwie Irina Wińczówna, była kobietą bardzo prostą, ledwo piśmienną.


matka makrynaJak Matka Makryna zdobyła sławę?

Przybyła do Poznania w 1845 roku, podając się za przoryszę klasztoru bazylianek w Mińsku, torturowaną, katowaną i męczoną przez Rosjan za wiarę wiarę katolicką, w końcu zesłaną na katorgę. Makrynie rzekomo udało się uciec, kiedy jej oprawcy po raz kolejny byli pijani. Przybywając do Poznania kobieta daje świadectwo swojego męczeństwa i poświęcenia. Staje się “świetą za życia”. Zafascynowani postacią Makryny byli wszyscy czterej wieszczowie: Norwid, Słowacki, Krasiński, aż w końcu Mickiewicz. Sam Mickiewicz kilkakrotnie odwiedził Matkę Makrynę, spędzając z nią długie godziny na rozmowie. Kobieta próbowała go przekonać aby zerwał z Towiańskim i odszedł od towianizmu. Choć Mickiewicz był nią oczarowany, nie do końca się jej to udało. Namówiła go jednak do wyspowiadania się jednemu z największych przeciwników towianizmu – ojczulkowi Jełowickiemu.

“W Matce Makrynie widzę usymbolizowaną Polskę” – Adam Mickiewicz

Matka Makryna – oszustka, o jakiej nie słyszeliście

Matka Makryna nie tylko przepowiadała przyszłość, miała objawienia, ale dokonywała także uzdrowień – francuski misjonarz ks. Blanpin odzyskał mowę po wspólnej modlitwie z nią. Pisały o niej wszystkie gazety, ludzie zbierali się, by tylko ją zobaczyć, w Rzymie bez problemu dostała audiencję u papieża, który sam był pod ogromnym wpływem jej świątobliwego wizerunku. Makryna stała się ucieleśnieniem cierpień Polaków za wiarę, dawała świadectwo niesłychanego okrucieństwa Rosjan. A w rzeczywistości była oszustką.

Dehnel powoli odsłania nam prawdę o postaci. Kłamstwa Makryny o cierpieniach w zakonie, torturach rosyjskich są opisane w osobnych rozdziałach, natomiast jej prawdziwe życie zarówno to, zanim została “świętą” i to tuż po osiągniętym sukcesie, wplatają się pomiędzy nie. Można sobie zadać pytanie, dlaczego przez tyle lat udało jej się wszystkich oszukiwać, wodzić za nos?
Jak sama bohaterka powieści podkreśla – nikt nie byłby w stanie kłamać tak prawdziwie o krzywdach i cierpieniach, których doznał, jak ona, która ich doświadczyła. To właśnie dlatego udało jej się odnieść sukces. Makryna wiele razy zmienia swoją tożsamość – z żydowskiej Jutki staje się Julką, wychodząc za rosyjskiego sztabskapitana Wińcza staje się Iriną Wińczówną, w końcu jako wdowa przywdziewa skórę Makryny Mieczysławskiej. Z prostej kobiety staje się wileńską arystokratką, potomkinią rodu królewskiego…

Zachwyt nad postacią czy nienawiść do niej?

Czytając dzieło Dehnela ogarnia mnie zachwyt nad tak wspaniałą postacią, a zarazem oszustką. Matka Makryna prowadziła swoje kłamstwo dokładnie, nie pozwalając sobie na pomyłki. Była niezwykle inteligentna i zarazem kreatywna. Z pięknej dziewczyny przeobraża się w starą kobietę, której odnawiają się wciąż stare blizny – pamiątki po mężu. Głupia Julka – jak wielokrotnie siebie nazywa – przez całe swoje życie była nie tylko katowana przez pijanego Wińcza, ale i gwałcona przez wielu jego kolegów, poniewierana i bita przez siostry zakonne, aż w końcu udało jej się dożyć starości z należytym szacunkiem. Jest to ogromny dramat młodej dziewczyny, która rozczarowuje się swoją pierwszą miłością. Nie potrafiła znieść życia z mężem, ale i bez niego była niczym. Stara kobieta, która nie mogła urodzić dzieci, traktowana była przedmiotowo, jako kolejna gęba do wyżywienia, do tego dochodzi fakt, że była ona prawdopodobnie żydówką, a więc przechrztą. Głupiej Julce pozostało więc stworzenie sobie nowego życia, co robi, o dziwo, z ogromną wiarą i w słusznej intencji – myślę, że nawet z Bożą pomocą.

“Matka Makryna” – opowieść o Polsce

“Matka Makryna” to nie tylko opowieść o genialnej oszustce, ale i o przemocy, wykluczeniu społecznym i polskiej świadomości narodowej. Choć sam Dehnel twierdzi, że historia Matki Makryny nas zmanipulowała, ja uważam, że taka osoba była Polsce potrzebna. Makryna nie pojawiła się przypadkowo.
Pozostaje jedynie pogratulować autorowi kolejnej wyśmienitej książki, która choć wydawała się oporną lekturą doświadczyła mi wielu wrażeń i całkowicie zatopiła mnie w swojej opowieści. Dehnel pomimo młodego wieku szokuje swoim kunsztem pisarskim i doskonałą znajomością języka. Oby więcej takich książek zdobiło naszą polską literaturę.

“Dramat to cały – Makryna, Adam i Jełowicki. Błogosławiona a prosta, tytan szturmujący do sztucznych cudów i prozaiczny, mierny, próżny człowieczek. Tragedię bym mógł z tych 3-ch osób napisać.” – Zygmunt Krasiński.

 

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: