Jacek Fedorowicz “W zasadzie tak” – oswajanie PRL-u

Już samo hasło na okładce przyciąga: największy antykomunistyczny bestseller, wydany za pieniądze komunistów. Ale przyjrzyjmy się bliżej, czym właściwie jest „W zasadzie tak” Jacka Fedorowicza? Najłatwiej odpowiedzieć, że jest to surwiwalowy poradnik o PRL-u, coś w stylu: jak przetrwać, by nie zwariować? Wydana po raz pierwszy w 1975 roku wznowiona została dopiero teraz, w 2017. Chociaż na początku była hitem, z czasem stawała się co raz bardziej zapominana, aż do dziś, kiedy możemy odkrywać ją na nowo. Bo chociaż przenosi nas w podróż o czterdzieści lat do tyłu, o dziwo, jest wciąż bardzo aktualna. Spomiędzy anegdot o urzędach i taksówkach, przebija się obraz polskości.

Satyra ówczesnej Polski

„W zasadzie tak” jest doskonałą satyrą społeczną ówczesnej Polski. To zbiór szesnastu krótkich felietonów, ilustrowanych ręką Fedorowicza, o rzeczywistości w PRL-owskich czasach. Są bardzo krótkie i konkretne, okraszone ogromną dozą humoru i dystansu, pisane z przymrużeniem oka. Bo czasem, w warunkach tak jałowych, nie pozostaje przecież nic innego, jak kroczyć przez to życie właśnie z uśmiechem na ustach, prawda? To krótkie opowiadania o tym na przykład, jak jeść, by z restauracji nie wyjść z pustym brzuchem – podstawowa zasada brzmi: zamawiaj więcej, niż jesteś w stanie zjeść (i tak wszystkich dań nie otrzymasz) i uzbrój się w cierpliwość (bo dotrą do Ciebie już dawno zimne). Z restauracją wiąże się cały kodeks postępowania z kelnerem – schemat rozmowy, cennik za usługi, ale przede wszystkim ostrzeżenie, by od kelnera nie wymagać za dużo, wszak sztućce możesz zabrać sobie sam, a nie każda Twoja potrzeba musi zostać bezwzględnie spełniona. Skoro już mowa o posiłkach, warto wspomnieć o kawie. W PRL-u najczęściej uświadczylibyście szlachetnie nazywanej kawy parzonej sposobem tureckim (która w istocie z Turcją nic wspólnego nie miała), ekspres był magiczną maszynerią, która jeżeli już w kawiarni była, to najczęściej zepsuta. Niezwykle ciekawy fragment jest również o hotelach; czyli co można, a czego nie można, kto komu usługuje i czy tak naprawdę gość ma znaczenie, do jakiego hotelu lepiej się udać – starego czy nowego (nowy jest niczym po remoncie, a więc wszystko się w nim sypie) – i dlaczego zabija się turystykę, chroniąc hotele przed zagranicznymi gośćmi.
W książce przeczytamy również o podróżowaniu taksówką, pociągiem (a właściwie wagonem piwnym) i własnym samochodem, o oglądaniu telewizji, o piciu i niepiciu alkoholu, o wizytach w urzędach czy o zarabianiu.

Przewodnik po świecie, którego już nie ma

„W zasadzie tak” to zbiór ciekawych anegdot, rzeczywistości ukazanej w krzywym zwierciadle. Chociaż PRL to szara, a wręcz czarna rzeczywistość ludzi, którzy żyli w tamtym czasie, to również – jak udowadnia Fedorowicz – paradoksalnie jeden z najbardziej kolorowych okresów w naszych dziejach. Fedorowicz pisze zarówno do starszych, jak i młodszych – tych, którzy PRL poczuli na własnej skórze i tych, którzy po raz pierwszy usłyszeli o nim w szkole. Pokazuje jak sprytnie sobie radzić z beznadziejną sytuacją, krocząc przez życie z uśmiechem, ironią i dowcipem. Szerokim łukiem omija frustrację i złość. Chwyta byka za rogi i przejmuje nad nim panowanie.
Niezwykle lekka i zabawna książka, która uczy historii w zupełnie nowy sposób.

Wchodząc do urzędu, staram się wykrzesać z siebie maksimum życzliwości dla urzędników, wczuwając się w ich sytuację. Oni mogą załatwić moją sprawę, ale przecież nie muszą. Co więcej: nie powinni. Zbyt szybkie załatwienie mojej sprawy mogłoby ściągnąć na nich różne podejrzenia, na przykład te, że ich przekupiłem. Staram się ich zrozumieć, a zrozumieć to znaczy wybaczyć. Więc wchodzę do urzędu wybaczliwy, w duchu ustalając sobie z góry termin następnej wizyty. (…)

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: