Chociaż broniłam się przed jesienią rękami i nogami, odpędzałam ją niczym natrętnego komara wieczorami, nadszedł ten moment, kiedy pokonana muszę schylić głowę i pokornie zgodzić się na jej nadejście. Kochani, lato się skończyło, jest już jesień: czas suchych liści, palonych wieczorami świec, wrzosów na parapetach, grubych, klasycznych opowieści i nieco cieplejszych ubrań. Czas zaopatrzyć się w spory zapas grubych swetrów, nieprzemakalnych butów, parasolek, szalików i tabliczek czekolady. Już nie będziemy czytać wieczorem na werandzie, ale w łóżku pod kocykiem z ciepłą herbatką. Na początku naiwnie nie chciałam do tego dopuścić, ale ostatecznie, myśląc o tym bardziej intensywnie, uznałam, że wcale nie taka ta jesień straszna, jak ją malują. Lato to moja najbardziej ulubiona z pór roku, jednak każdą za coś cenię. Również i jesień za tą melancholię i nostalgię, którą niesie ze sobą.


Tegoroczne lato uznaję z jednej strony za najpiękniejsze, jakie dotychczas było mi dane przeżyć, z drugiej zaś za najtrudniejszy okres w moim życiu. Sporo było w tym czasie stresu i przykrych sytuacji, mnóstwo problemów i nieporozumień. Ale też bardzo dużo szczęścia. Wiosną poznałam miłość mojego życia, latem to nasze uczucie zaczęło kiełkować, by u jego schyłku rozkwitnąć, niczym najpiękniejszy słoneczny kwiat. To właśnie on dawał mi siłę każdego dnia, dla niego walczyłam. Gdyby w tym czasie nie było obok mnie tak bliskiej mi osoby nie wiem, czy uporałabym się z wszystkimi tymi kłopotami. Ale co najważniejsze (a raczej najbardziej Was interesujące) w końcu miałam kogoś, kto bez zająknięcia się wysłuchiwał moich książkowych monologów, poznawał książkowych bohaterów, dzielił się wrażeniami i… kupował mi książki!

Latem 2017 roku udało mi się przeczytać aż (aż?) 28 pozycji. Ustaliłam sobie swoją wakacyjną listę lektur, jednak zdołałam zapoznać się jedynie z połową ich. Naiwnie sądziłam, że w tym czasie wydawnictwa przyhamują z ilością interesujących nowości, więc będę miała czas na swoje lektury. Tak się nie stało, ale nie żałuję. Poznałam mnóstwo fantastycznych książek, a niektóre z nich zazębiały się z moją listą (co prawda dalej nie przeczytałam „Lśnienia”, ale Krzysztof podarował mi „Cmentarz zwierząt”, a zamiast „Dziwnej myśli w mej głowie” przeczytałam najnowszą powieść Pamuka – „Rudowłosą”). Poniżej przedstawię Wam pełną listę moich wakacyjnych lektur. Wybiorę najlepsze i najgorsze. Powiem, które mnie zachwyciły i które zmarnowały mój czas. Gotowi? No to do dzieła!



1. Loius Gallet „Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac”, czyli zupełnie nowa klasyka od wydawnictwa MG. 4/6

2. C.D. Payne „Buntownicza młodość” uważana za śmieszną, dla mnie była żenująca. Zdecydowanie nie polecam. Najgorsza książka, jaką czytałam w tym roku. 1/6

3. Paweł Zgrzebnicki „Tam, gdzie kończy się świat” to podróż do rdzennego świata Papui Nowej Gwinei. Na lato idealna. 4+/6

4. Peter Wohlleben „Duchowe życie zwierząt”, czyli rzecz jeszcze lepsza niż „Sekretne życie drzew”. O zwierzętach z uznaniem i uczuciem. 5/6

5. Lars Saabye Christensen „Odpływ” – moje drugie spotkanie z prozą Norwega, jednak nie tak udane, jak pierwsze. 3+/6

6. Hugh John Lofting „The story of Doctor Dolittle”, czyli jedno klasyczne, angielskie popołudnie. 6/6

7. Tony Kososki „Widzieć więcej” fenomenalny reportaż nie tylko podróżniczy, lecz przede wszystkim o spełnianiu swoich marzeń. 6/6

8. Stephen King „Cmętaż zwierząt” czyli pierwsza książka, jaką dostałam od ukochanego i fenomenalne dzieło Kinga. Bardzo mnie wciągnęło. 6/6

9. Jarosław Iwaszkiewicz „Matka Joanna od Aniołów” to opowieść o demonach, zakonnicach, księżach i polskości. Dla mnie nieco trudna. 4/6

10. Michał Piedziewicz „Dakota” – trzecia część fenomenalnej gdyńskiej trylogii. Nie tak dobra jak poprzednie dwie, ale dotrzymująca im tempa. 4/6

11. Arkadiusz Podlaski „Marketing społecznościowy. Tajniki skutecznej promocji w Social Media”. Pozwólcie, że nie będę komentować (to do licencjatu)… aczkolwiek już mało aktualna pozycja. 3/6

12. Sy Montgomery „Dobra świnka, dobra” to historia niesamowitego prosiaka Christophera, który zbliżył się do ludzi bardziej, niż oni sami do siebie. 5/6

13. Claire Guest „Psi dar”, czyli o psach zdolnych ratować ludzkie życie. 5/6

14. Tove Jansson „Lato” – niewątpliwie książka tego lata. O czym? O lecie! Nostalgicznie, delikatnie, pięknie! 6/6

15. Piotr Biłos „Powieściowe światy Wiesława Myśliwskiego”, czyli ciężka, akademicka analiza prozy mistrza. 5/6

16. Maurice Maeterlinck „Życie pszczół” to kolejna po „Inteligencji kwiatów” cudnie wydana perełka wydawnictwa MG. Jeśli jesteście ciekawi jak żyją pszczoły i jak zmieniają nasze życie, zajrzyjcie! 5/6

17. Tomasz Lipiński „Juventus Turyn”. Chociaż Lipińskiego jako komentatora cenię, tak ta książka nie jest raczej przeznaczona dla fanów, lecz ogólnie dla kibiców. 3/6

18. Jung Chang „Dzikie łabędzie” to fenomenalna opowieść o trzech pokoleniach chińskiej rodziny, osadzona w tragicznej, smutnej historii. 6/6

19. Jakub Żulczyk „Wzgórze psów”. Moje pierwsze spotkanie z Żulczykiem i chociaż tak dalece zachwalana, mnie nie zachwyciła, a nawet troszkę zmęczyła. O połowę za długa. 3/6

20. Orhan Pamuk „Rudowłosa” – drugie spotkanie z Pamukiem, gorsze niż pierwsze, ale całkiem interesujące. 4/6

21. Charlotte Bronte „Vilette” czyli opowieść oparta na faktach. O miłości i poświęceniu, trudach życia, jednakże okraszona humorem i ironią. 5/6

22. Kornel Filipowicz „Moja kochana dumna prowincja” po którą sięgnęłam z ciekawości po przeczytaniu „Listów”. Opowiadania pisane przepięknym językiem. 6/6

23. Philiph Roth „Kiedy była porządną dziewczyną”, czyli w końcu udany (po „Teatrze Sabata”) powrót do Rotha. Świetna przekrój amerykańskiego prowincjonalnego społeczeństwa. 5/6

24. Michel Houeelebecq „Interwencje 2” – trzeba czytać z przymrużeniem oka. To literatura inteligentna, ale kontrowersyjna. 5/6

25. Jakub Ćwiek „Drobinki nieśmiertelności” – moje pierwsze udanie z Ćwiekiem (niefantastycznym), bardzo udany zbiór opowiadań sięgających sedna amerykańskiej popkultury. 5/6

26. Jacek Fedorowicz „W zasadzie tak” czy survivalowy poradnik o PRL-u; jak przeżyć, żeby nie zwariować? 6/6

27. Jakub Małecki „Rdza”. Połknęłam w pociągu. Dosłownie. Fenomenalna i genialna powieść. Zaryzykuję stwierdzeniem, że to przyszłość polskiej literatury, najlepsza polska książka roku. Trzymam mocno kciuki za „Nike” dla Małeckiego. 6/6

28. Anna Kańtoch „Niepełnia” to moje pierwsze spotkanie z autorką. Z jednej strony wciągające i fascynujące, z drugiej dziwne i niezrozumiałe. 3/6

Trzy najlepsze powieści tego lata to zdecydowanie:

Najgorszych poza „Buntowniczą młodością” na moje szczęście nie miałam.

No to by było na tyle, wygadałam się do woli! Pochwalcie się w komentarzach, jakie lektury umilały czas Wam.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: