Anu Partanen “Ameryka po nordycku” – amerykański sen czy nordycka teoria miłości?

Ameryka i Finlandia to dwa kraje, które w jakiś sposób mnie fascynują. Ten pierwszy dlatego, że do bólu rozkochał mnie w nim Frank Sinatra, a wychowana na amerykańskiej literaturze, przez wiele lat żyłam całkowicie zanurzona w ich (pop)kulturze. Co prawda na początku czytałam powieści raczej lekkie, ale i wśród nich znalazło się parę perełek – „O dzień za późno, o dolara za mało” czy „Dolina lalek” to dwie fascynujące książki, pokazujące jak funkcjonują (lub raczej funkcjonowali) obywatele Stanów. Z wiekiem zaczęłam sięgać po literaturę dojrzalszą. „Zabić drozda”, „Smażone zielone pomidory”, „Małe życie”, ostatnio przeczytane „Niksy”, proza Fitzgeralda i Hemingwaya zafascynowały mnie Ameryką tak bardzo, że przez wiele lat sądziłam, że nie ma kraju doskonalszego.
Ale z drugiej strony jest przecież Finlandia, o której wiem… bardzo niewiele. Jednak to kraj skandynawski, ojczyzna Tove Jansson, nie może być mi więc obojętny. Naczytałam się już sporo o Norwegii, Szwecji czy Islandii, dlaczego miałabym więc nie pokochać Finlandii? Wydawało mi się, że taka opcja w ogóle nie wchodzi w grę.

Zestawienie kultury dwóch krajów – czy Ameryka jest taka, jak w filmach?

Kiedy nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego pojawiła się pozycja, która łączy te dwa kraje, porównuje je ze sobą i wybiera wśród nich jeden, w którym lepiej się żyje, wiedziałam, że będzie to fenomenalna lektura. Nie pomyliłam się. „Ameryka po nordycku” jest warta uwagi każdego, bo przecież każdy z nas o ile sam nie interesuje się amerykańskością, to siłą rzeczy żyje zanurzony w jej popkulturze.


Anu Partanen postanowiła wyjechać do Stanów Zjednoczonych, by móc żyć blisko swojego narzeczonego. Początkowo latali do siebie nawzajem, jednak szybko zrozumieli, że utrzymanie takiego związku na odległość – między dwoma kontynentami – jest w istocie bardzo trudne. Wybór wydawał się więc prosty – ona znała perfekcyjnie angielski, on po fińsku nie potrafił powiedzieć ani słowa, jego trzymała tam praca, ona jako dziennikarka mogła w każdej chwili pracować jako freelancer. A że związek wymaga poświęceń, to Anu postanowiła zakończyć rozdział, którym było jej fiński życie, i zamieszkać w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Choć początkowo towarzyszyły jej na przemian strach i ekscytacja, szybko zrozumiała, że życie w Ameryce wcale nie jest takie kolorowe, jak to sobie wyobrażała, a amerykański sen jest przestarzałym mitem, którego na pewno nie da się spełnić w Ameryce.

 

Ameryka po nordycku – porównanie Ameryki z Finlandią

„Ameryka po nordycku” to zestawienie ze sobą kilku aspektów fińskiego i amerykańskiego życia. Najdłuższe rozdziały poświęcone są wychowaniu dzieci, szkołom, opiece medycznej i pracy. Dopiero wyjechawszy z Finlandii autorka potrafiła ocenić wszystkie zalety swojego kraju, których wcześniej nie dostrzegała. Była zdziwiona faktem, że w Ameryce nie istnieje coś takiego, jak darmowa opieka medyczna dla każdego obywatela. W Finlandii mogła pójść do takiego lekarza, jakiego chciała – z publicznego funduszu zdrowia lub prywatnie, jednak obie te usługi były świadczone na tak samo wysokim poziomie. W Ameryce by się leczyć (nieważne, czy w grę wchodzi ebola czy zwykła grypa) trzeba mieć wykupione kosztowne ubezpieczenie zdrowotne. Zazwyczaj zajmuje się tym pracodawca, ale kosztami dzieli się z pracownikiem. Co z tego wynika? Biedni czy bezrobotni nie mogą sobie pozwolić na opiekę medyczną, a za każdy zabieg, który nie jest objęty polisą zdrowotną, Amerykanin dostaje rachunek, opiewający nawet na kilkanaście (kilkadziesiąt!) tysięcy dolarów.

Absurdy systemu

Anu Partanen opisuje absurdy amerykańskiego systemu zdrowotnego – opowiada o pacjentach, którzy woleli wyrwać bolący ząb, niż go leczyć, bo usunięcie było znacznie tańsze. O matkach, które w kilka dni po porodzie muszą wracać do pracy, by utrzymać posadę. O małżeństwach, które często decydują się na zmianę pracy tylko dlatego, by uzyskać lepsze ubezpieczenie dla całej rodziny. W końcu o kroplach do nosa, które w Hiszpanii kosztują nieco ponad 20 euro, zaś w Ameryce przekraczają cenę 200 dolarów, bo nie są refundowane.
Niedługo zatem po przybyciu do Ameryki ogarnęły ją wątpliwości – a co jeśli zachoruje i nie będzie jej stać na leczenie? Jeśli będzie miała wypadek? Z czego pokryje rachunek przesłany przez szpital? Czy wyląduje na bruku jak ci bezdomni szwendający się po Nowym Jorku?

Znacznie surowiej Amerykanie podchodzą też do wszelkich urlopów – o ile Finom przysługują cztery tygodnie wolnego w lato, do 6 tygodni urlopu po operacji, a także urlop macierzyński i kolejne lata na wychowawczy, tak w Ameryce nawet chory po zabiegu musi postawić się jak najszybciej na nogi, bowiem pracodawcy nie są aż tak wyrozumiali. Utrzymanie życia na poziomie średniej klasy amerykańskiej rodziny jest co raz trudniejsze, z czego rodzą się skrajności – z jednej strony biedni, których nie stać na opiekę medyczną, z drugiej bogacze, afiszujący się swoim majątkiem.

Zupełnie inne wydaje się być też podejście do życia i wychowania dzieci. Wraz z podjęciem studiów przeciętny fiński nastolatek staje się już osobą dorosłą, zmuszoną by na swoje studia i utrzymanie zapracować samemu. Amerykański dzieciak zaś żyje w przekonaniu, że dzięki tysiącom dolarów swoich rodziców nie musi troszczyć się o przyjęcie do najlepszych college’ów w całych Stanach. W Finlandii dzieciom wmawia się, że nie są nikim wyjątkowym, że niczym nie różnią się od innych i wszyscy mają równe szanse. Amerykanin dorasta w przekonaniu, że to właśnie on jest ową jednostką wybitną, stworzoną do wyższych celów niż reszta społeczeństwa, skazaną na sukces i zdobycie fortuny.

Ameryka – kraj, jakiego nie znamy

To tylko nieliczne przykłady, które pozwoliłam sobie omówić w tej recenzji jako ciekawostki, które zachęciłyby Was do sięgnięcia po książkę. Partanen nie tylko wskazuje na różnice – ona je analizuje, rozmawia o nich z innymi, szuka rozwiązań, pokazuje, czego te dwa kraje mogą się wzajemnie od siebie nauczyć. Chociaż postanawia zostać a Ameryce i w końcu staje się jej prawną obywatelką, dochodzi do wniosku, że to Finlandia jest nową Ameryką – krajem możliwości, krajem dającym szansę rozwoju, niemalże pod każdym względem lepszym i wygodniejszym do życia.
Nie jest to bynajmniej książka pisana w chwalebnym duchu ku pochwale swej ojczyzny, lecz rzetelna, ciężka praca porównawcza.

Z ogromną ochotą sięgnęłabym po tak dogłębne analizy systemów innych krajów, bowiem z mitu amerykańskiego snu wyleczyłam się raz na zawsze. Partanen pokazuje, że mimo iż Ameryka to kraj nowoczesny i rozwinięty, jej system w wielu przypadkach jest przestarzały i zacofany, a obywatel nie może czuć się tam pewnie – w przeciwieństwie do Finlandii, życie Amerykanina jest pełne trosk i pytań dotyczących przyszłości. Co więcej, „Ameryka po nordycku” może być źródłem informacji, wykorzystanym przez naukowców w swoich pracach, ale i miłą lekturą na jesiennie wieczory – czyta się ją jak dobry reportaż, lekko, szybko, z nieschodzącym z ust wyrazem zdziwienia.

 

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: