John Glasworthy “Posiadacz” – mania posiadania

Ilekroć słyszę, że „nie ocenia się książki po okładce”, zmuszona jestem zaprzeczać temu stwierdzeniu. „Posiadacz” Johna Glasworthy’ego jest kolejną książką, do której przyciągnęła mnie… no właśnie, okładka! Miałam ją już przeczytać, kiedy wydawnictwo MG wydało ją po raz pierwszy, ale z powodu nadmiaru lektur zrezygnowałam. Sięgnęłam do niej teraz, oczarowana tą żółtą, kontrastową okładką. I jakże się okazało – to dzięki okładce spędziłam kilka fantastycznych dni z powieścią ponadczasową, wielowymiarową, uniwersalną i – przede wszystkim – mimo iż napisaną blisko dwa wieki temu, wciąż aktualną – paradoksalnie, być może jeszcze bardziej aktualną, niż w czasach życia autora. Nie ma się jednak co dziwić, „Posiadacz”, wydany pierwotnie pod tytułem „Saga rodu Forsyte’ów” to najpopularniejsza powieść w dorobku Glasworthy’ego, za którą ten dostał zresztą Nobla.

Z rodziną dobrze na zdjęciach…

Akcja powieści dzieje się w roku 1886, w czasie epoki wiktoriańskiej, której głównym bohaterem jest londyńskie mieszczaństwo. Forsyte’owie to z pozoru idealna rodzina – bogata, zdobywająca co raz to nowe cele, spełniająca swoje marzenia, z wieloletnią tradycją, trwała, silna, pełna przepychu, pewna siebie, wyniosła, całkowicie podporządkowana sobie – rodzinie w jej całej istocie… Jednak jak to często w rodzinach bywa, dzieje się w niej również coś złego. Właśnie w tak przełomowym dla Forsyte’ów momencie poznaje się z nimi czytelnik – z jednej strony są wciąż potężni, ale z drugiej stoją u progu ogromnych, przełomowych dla nich zmian, które zachwieją ich poczuciem wielkości.

Świętość posiadania

Osobą burzącą spokój okazuje się piękna Irena, żona jednego z braci, która wdaje się w niepożądany romans z architektem, budującym dom dla niej i jej męża, będącym jednocześnie zaręczonym z Julią, wnuczką starego Forsyte’a. Mężczyźni wmawiają sobie, że chodzi im wyłącznie o świętość małżeńskich węzłów, wiadomo jednak, że poza świętością małżeńską dużo większe znaczenie ma świętość rodziny, a na świętość rodziny składania się ŚWIĘTOŚĆ POSIADANIA. Mawia się, że każdy członek rodu Foryste’ów ma praktyczny sposób zaopatrywania się na rzeczy, oparty przede wszystkim na poczuciu własności, doprowadzonym do najwyższej perfekcji… W ten oto sposób, Irena kierująca się po raz pierwszy w życiu sercem, a nie rozsądkiem, zagraża forsytowskiemu stanowi posiadania wszystkiego, co godne zdobycia. Czytelnik zostaje zmuszony do obserwowania, jak bohaterowie – notabene bardzo dobrze nakreśleni, żywi i barwni – zmagają się sami z sobą, próbując trwać przy tym, co już niemożliwe, resztką sił starając się zachować te wartości, które pielęgnowali przez lata, by tylko nie utracić statusu „posiadacza”. Z kątów wychodzi długo skrywana hipokryzja, kłamstwo, a nadto wszystko pogarda dla siebie nawzajem.

Wybuchowa mieszanka uczuć

„Posiadacz” to fascynująca opowieść, skłaniająca do refleksji, wrzucająca czytelnika w sam środek wiru takich uczuć bohaterów, jak: miłość, namiętność, długo skrywane nadzieje, pożądanie, pragnienia silniejsze od nich samych. Kończąc książkę zadajemy sobie pytania: Jak wiele osób, mogących się pochwalić statusem „posiadacza” znamy dziś? I czy powieść ta nie sprawdza się bardziej w naszych czasach, niż autora?
Pierwszy tom rodzinnej sagi Glasworthy’ego jest wybuchową mieszanką charakterów, spośród których każdy kieruje się własnym, odmiennym od innych interesem, własnym pożądaniem i pragnieniem, będąc gotowym dotrzeć do celu za wszelką cenę. Bez wątpienia są w tej powieści emocje: jest złość i smutek, płacz i radość, chciwość i złośliwość… Słowem: wszystko, co możemy znaleźć w ludzkim charakterze.

Jakkolwiek oddziaływanie piękna i żądzy swobody na świat posiadaczy jest głównym tematem Sagi rodu Forsyte’ów, nie może to jej zwolnić od ciążącego na niej zadania: trwałego zabalsamowania wyższych sfer stanu średniego. Tak jak starożytni Egipcjanie kładli obok mumii przedmioty potrzebne im w przyszłym życiu, usiłowałem i ja umieścić obok postaci ciotki Anny, Juli i Estery, Tymoteusza, Swithina, starego Jolyona, Jamesa i ich synów to, co im zapewnić może odrobinę życia na przyszłość: odrobinę balsamu, który dopomoże im do trwałego utrzyma¬nia się w gorączkowo zapędzonym królestwie rozkładowego czynnika – „Postępu”. Jeśli warstwa zamożnego mieszczaństwa wraz z innymi klasami społecznymi skazana jest na rozpad, macie ją przechowaną jak pod szkłem na tych stronicach, aby mogli oglądać ją wszyscy wałęsający się po rozległym bezdrożu muzeum Literatury. Spoczywa ona tutaj, zakonserwowana we własnym osoczu: poczuciu własności.
John Glasworthy

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: