Evzen Bocek “Ostatnia arystokratka” – czyli czesko-amerykański świat z ogromną dozą humoru

“Ostatnia Arystokratka” uważana jest za najśmieszniejszą książkę roku w Czechach. W swoim rodzimym kraju, autor osiągnął ogromny sukces, ale czy nie za bardzo ryzykowne jest stwierdzenie, że nam – z pozoru ponurym i wiecznie narzekającym Polakom, także spodoba się dzieło Czecha? Zobaczmy.

Narratorką powieści jest jedna z głównych bohaterek – osiemnastoletnia Maria, córka czeskiego arystokraty, który dopiero co dostał w swoje ręce zamek, od pokoleń należący do jego rodziny.
No, może nie do końca od pokoleń.

“Dwa miesiące po ukończeniu budowy Kostkę zdobyli rycerze zakonu krzyżackiego. Potem Kostkę zdobył praktycznie każdy, kto akurat koło niej przechodził.
(…) Pięć razy kostkę traciliśmy i pięć razy dostawaliśmy ją z powrotem. “

ostatnia arystokratka

Czesko-amerykański świat

Czesko-amerykańskich arystokratów poznajemy w momencie przeprowadzki z Ameryki do Czech. Już na samym początku mamy do czynienia z ogromnym poczuciem humoru autora – rodzina zastanawia się bowiem, jak przewieść skremowane ciała swoich przodków do Czech, aby uniknąć dodatkowych opłat. Po wcale nie długim namyśle, postanawiają przesypać zawartość urn do woreczków po słonych orzeszkach. W tym celu na okrągło wcinają orzeszki, po czym myją i suszą woreczki. Następnym problemem, który staje im na drodze, okazuje się kot. Jak przewieźć kota, aby uniknąć dodatkowych opłat? Kreatywności im nie brak…
Kiedy w końcu podróż dobiega końca i nogi Kostków stają na Kostce,  czeka na nich wykwalifikowana służba. Załoga, choć na pierwszy rzut oka wydaje się całkiem zwyczajną, wcale się takową nie okazuje.

“Ostatnia arystokratka” – bohaterowie nie z tej ziemi!

Józef jest niespotykanym gburem, Pan Spock hipochondrykiem, który cierpiał, cierpi, a już z pewnością będzie cierpiał na wszystkie możliwe choroby. Pani Cicha od czasu do czasu lubi sobie “golnąć”. Sama rodzina Kostków nie jest wcale mniej barwnie przedstawiona. Matka Marii – Vivien – jest miłośniczką księżny Diany, przez cały czas czyta jej biografie, nie robiąc prawie nic innego. Frank, (ojciec Marii), powoli zaczyna wpadać w obsesję związaną z pieniędzmi. Wciąż liczy to co ma, oraz czyta stare archiwa, szukając winnych roztrwonionego majątku:

“Mój ojciec też w nocy nie spał. Grzebał w archiwum, żeby zrozumieć, dlaczego nie jesteśmy miliarderami jak książę Schwarzenberg. Opracował czarną listę przodków, którzy według niego ponoszą największą odpowiedzialność za nasze ubóstwo. ”
Za to Maria… Maria jest trzecią Marią w historii rodu. A na jej imieniu ciąży klątwa…

Pieniądze, czyli wszystko!

Cała akcja powieści obfituje w mniej lub bardziej udane próby zdobycia pieniędzy przez ubogą rodzinę arystokratów (!)
Zamek owiany jest swoistą historią – w której swoje miejsce zajęły osobliwe pokoje, jak: pokój Wielkiego Świntucha, pokój pełen wypchanych zwierząt, czy apartament Himmlera, rozgrywający nazistowski hymn.
Zatrudniona przez rodzinę Kostków Milada stara się pomóc im w obliczu kryzysu materialnego, wierząc, że Kostka to tak naprawdę żyła złota, wystarczy się tylko do niej przedrzeć. W tym celu organizuje dla zwiedzających atrakcje takie jak świniobicie, Święta Bożego Narodzenia czy możliwość konnej przejażdżki z wybranym członkiem arystokracji. Zatrudnia dziennikarzy, którzy robią rodzinie zdjęcia podczas wielkiego sprzątania czy fotografów, którzy mają przygotować zdjęcia na nowe pocztówki.

Warstwę komiczną do powieści wprowadza też nietuzinkowa Deniska, czyli córka prawnika Kostków, czy dwa nieposłuszne psy – Olek i Leoś.

“Ostatnia arystokratka” – książka, od której rozboli Cię brzuch…

… oczywiście ze śmiechu! Pierwsza część opowieści losów nieprzeciętnej rodziny obfituje w wiele scen, przez które nawet najbardziej ponury człowiek na świecie skusiłby się na śmiech. Ja śmiałam się nieustannie. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak zabawnym człowiekiem musi być autor, skoro stworzył coś takiego. Doskonale wcielił się w rolę osiemnastoletniej Marii, skrupulatnie przedstawiając jej dziennik, ukazując nam wyjątkowe i niespotykane portrety bohaterów.
Książka jest też świetnie przełożona – język bohaterów jest dosadny, ale realny, idealnie oddaje charakter bohaterów czy pomyłki językowe Vivien.
Nie pozostaje nic, jak tylko czekać na kolejną część tej wspaniale czeskiej opowieści. Czekać, ze zniecierpliwieniem!

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: