Żyjąc w leśnej głuszy

Las to miejsce, które jest jednocześnie tak blisko i daleko nas, że z jednej strony wydaje się znajome, a z drugiej jest wciąż niezgłębione. Las kojarzy się nam z czymś dzikim, pierwotnym, nieprzeniknionym. Z tajemną, magiczną siłą, która za dnia uśpiona, budzi się nocą, a my, ludzie, wpadamy w jej sidła.

Noc padła na las, las w mroku spał,
Ktoś nocą lasem na koniu gnał.
Tętniło echo wśród olch i brzóz,
Gdy ojciec syna do domu wiózł.

– Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak?
Tam ojcze, on, król olch, daje znak,
Ma płaszcz, koronę i biały tren.
– To mgła, mój synku, albo sen.

Las to dodatkowo dom dla wielu organizmów, ale nie dla człowieka. Najczęściej kojarzy nam się z czymś groźnym, bo to właśnie rozgrywa się akcja kryminałów (w tym między innymi klasyka tego gatunku „Psa Baskerville’ów”). O lesie można powiedzieć sporo, ale wszystkie wypowiedziane słowa i tak stanowią za mało, by las zrozumieć.

„W głębi lasu można mieć tyle przestrzeni, ile się zapragnie, a od najbliższego sąsiada może dzielić nawet kilkadziesiąt kilometrów, lecz przecież nikt, kto ma pieniądze, nigdy w życiu by tam nie zamieszkał. Dużo miejsca i oddalenie zachowywały swoją wartość tylko wtedy, gdy w pobliżu byli inni, którzy mieli mało miejsca i żyli blisko siebie.”

Tak o lesie pisze norweski pisarz, Karl Ove Knausgard, w szóstej księdze „Mojej walki”. Jako przeciwstawny argument do jego rozumowania można przedstawić „Walden, czyli życie w lesie” Henry’ego Davida Thoreau, będące światowym arcydziełem i biblią ekologów.


Thoreau wybrał bowiem życie w lesie nie z powodów, które wymienił Knausgard, lecz by przeżyć tę specyficzną, bliską relację z naturą, poczuć się cząstką świata.


„Jakiś zachwycający to wieczór, którego rozkosz całe ciało wchłania każdym swoim porem niby jednym zmysłem. Przechadzam się pośród Natury, mając przedziwne uczucie wolności – jestem Jej cząstką”.

Thoreau był transcendentalistą, zwolennikiem prymitywizmu, gorącym przeciwnikiem niewolnictwa. W ramach eksperymentu zamieszkał na 2 lata w lesie, nad stawem Walden, nie odgradzając się jednak całkowicie od innych ludzi i cywilizacji, od czasu do czasu stając się jej częścią. Wybudował chatkę, gromadził skromne zapasy, kąpał się i pływał w stawie, pracował. „Walden” jest zapisem tych lat spędzonych w całkowitej głuszy.

„Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może mnie życie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem”.

Muszę przyznać, że nie z każdy twierdzeniem autora się zgadzałam. Podczas czytania tekstu doznawałam wewnętrznych sprzeczności, nie potrafiłam zaakceptować faktu, iż neguje on wszystkie osiągnięcia cywilizacji. Z drugiej strony wiele jego twierdzeń było słusznych i uniwersalnych, znajdujących zastosowanie szczególnie w czasach dzisiejszych.
Liczne opisy natury, jego nieustanne wpadanie w zachwyt nad nią, potrafiły mnie bez reszty pochłonąć, ale również nieludzko zmęczyć. Nie jest to bowiem lektura do szybkiego przeczytania i odstawienia na półkę, lecz do delektowania się nią i rozmyślania.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: