Aleksander Dumas “Martwa ręka” – upadek Monte Christo

“Martwa ręka” czyli kolejna część opowieści i hrabim Monte Chrito.
Z kontynuacjami tak to już jest – czasem lepiej, jakby ich w ogóle nie było. Tylko nieliczne z nich potrafią sprawić, że dalsze losy ukochanych bohaterów okażą się tak samo fascynujące, jak w poprzedniej części. Kontynuacja nie może być przecież miałka, nijaka – poziomem musi dorównywać co najmniej oryginalnej wersji książki… Napisanie książki lepszej niż „Hrabia Monte Christo” to nie lada wyzwanie, powiedziałabym wręcz, że to niemożliwość. A jednak Dumas podjął się tego.

Martwa ręka

Martwa ręka – kontynuacja nie dla fanów

Już sam tytuł „Martwa ręka, czyli upadek hrabiego Monte Christo” wskazuje nam na to, że powieść nie będzie zaliczać się do tych, których to zakończenia są pozytywne. Ci, co czytali pierwszą część losów Edmunda Dantesa, pamiętają jej zakończenie: Hrabia oddaje wyspę młodemu małżeństwu Morrel i prosi swoich przyjaciół o modlitwę. Wycieńczony dokonywaniem zemsty i rujnowaniem swoich wrogów postanawia odpocząć. Zdobywanie majątku, bywanie w najlepszych francuskich salonach, knucie intryg aż tak go wykończyło, że Hrabia chce na chwilę rozstać się z całym tym blichtrem świata, w którym żyje. Poza tym bohater na stronach powieści uległ ogromnej przemianie: od chłopaka, który pragnie sprawiedliwości, poprzez rozzłoszczonego na los mężczyznę, aż po człowieka, któremu zemsta zatruła serce.

Powracają bohaterowie drugoplanowi

Tymczasem w drugiej części poznajemy losy tych, którymi Hrabia wzgardził – ale przez blisko połowę książki, jeszcze nie jego. Okazuje się, że baron Danglars utraciwszy swój majątek trudni się zajęciem portiera w Rzymie, zarabiając tym na przeżycie. Baronowa, jego żona, postanawia wyciszyć się w zakonie. Panny D’Armilly są pierwszorzędnymi aktorkami. Ręka Villeforta, choć martwego i w grobie, postanawia po raz kolejny wydać zły, niesprawiedliwy wyrok.
Doprawdy nie spodziewał się Hrabia, że i on może ulec czyjemuś pragnieniu zemsty, że może stać się ofiarą tego, co napoczął lata temu… A osoba, która pragnęłaby zniszczyć Edmunda Dantesa, Hrabiego Monte Christo, Lorda Willeforta, Sindbada Żeglarza, jest tylko jedna – syn Villeforta. Ten, któremu prokurator chciał życie odebrać zaraz po wyjęcia go z łona matki.
Benedykt, odsiadując swój wyrok, miał wystarczająco dużo czasy, by obmyślić zemstę, której ofiara padnie znienawidzony przezeń Monte Christo. Tym razem to on zaczyna się uważać za bożego posłańca, którego zadaniem jest zniszczenie tego, który bożej władzy i dobroci nadużył. Jak dowiadujemy się z tytułu książki – zdoła tego dokonać.

Martwa ręka

“Martwa ręka” – dlaczego nie polecam?

„Martwa ręka” nie jest lekturą, którą poleciłabym każdemu. Sama bez wątpienia wolałabym tej książki nie czytać, gdybym tylko nie łudziła się nadzieją, że tytuł może być zwodniczy… Tymczasem okazuje się, że dobry los odwraca się od Edmunda. Hrabia przestaje wierzyć w to, że jest bożym posłańcem, próbuje zminimalizować szkody i ochronić tych, którzy mogą paść ofiarą zemsty. Ale kiedy tknie się tylko jedną kostkę domina, w ślad za nią powali się i reszta.
Ta kontynuacją Dumas niszczy legendę, którą stworzył, powołując do życia postać Hrabiego.
Niepodważalnie „Martwa ręka” jest końcem czegoś, co ludzie od wieków tak podziwiali i szanowali. Z drugiej jednak strony pokazuje, że wszystko: siła, pieniądze, urok, perswazja, manipulacja, są tylko chwilowe. Karma wraca, a Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który ubogim da, a bogatym zabierze. Najpierw to Edmund Dantes został szczodrze przez niego obdarowany, później zaś, kiedy sam miał w nadmiarze, został ograbiony z wszystkiego.
Literacko to ciekawa sztuczka i gra z czytelnikiem, którą warto poznać, jednak jeżeli tak jak ja ubóstwiacie postać Hrabiego, nie warto sięgać po kontynuację. Lepszą książką niż „Hrabia Monte Christo” nie stanie się żadna jego kontynuacja.

 

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: