Życie toczy się w różny sposób – raz jak ten kamień pchany przez Syzyfa pod górkę, a raz wręcz odwrotnie – ucieka nam z tej góry, a my zaraz w ślad za nim toczymy się i niby jesteśmy szczęśliwi, niby się śmiejemy, ale przy okazji gdzieś, o jakieś drobne wzniesienia i kamienie na drodze, się poobijamy. Dopiero gdy znowu staniemy na prostej drodze oddychamy z ulgą, uff! Udało się. Nareszcie chwila oddechu.

Żyłam sobie tym swoim życiem kompletnie poświęconym książkom czasem i do tego stopnia, że nie zauważałam otaczającej mnie rzeczywistości. Tymczasem trzeba było dorosnąć, a to już przecież jest wyzwanie. Mogłabym Wam opowiedzieć tę historię w ten właśnie sposób – jak bajkę. Ale ostatecznie bajki niewiele mają wspólnego z dorastaniem, więc opowiem Wam po prostu historię. Tym samym wyjaśnię, dlaczego zniknęłam na ponad 2 miesiące i dlaczego już nigdy nie powrócę pod ówcześnie znanym Wam kształtem.

Jak już wspomniałam, życie toczy się różnie. Dla mnie rok 2018 okazał się rokiem przełomowym, ale tym samym bardzo ciężkim. Dotychczas żaden rok aż w tak brutalny sposób mnie nie potraktował. Niedawno nawet mój szef w pracy powiedział, że muszę mieć twardy charakter, skoro z tak stoickim spokojem potrafię znieść tak napiętą sytuację. A jakże, przecież jak już napisałam, w życiu bywa różnie.

Ten 2018 okazał się więc dla mnie rokiem zmian i to zmian drastycznych. Po ponad roku zrozumiałam, że swoje życie muszę wziąć w swoje własne ręce i łapać byka za rogi, dopóki on mnie na nie nie nabije. Chociaż długo to trwało, potrzebowałam drastycznych bodźców, aby w końcu przekonać się, że jeżeli sama nie podejmę pewnych kroków i nie zdecyduję się na to, czego w życiu pragnę, zdając się na innych, nigdy nie będę szczęśliwa. Podczas tego roku wydarzyły się sprawy, o których nigdy się nie zapomni, a słowa, które zawisły w powietrzu wcale nie wyblakną jak fotografie z czasem, nawet jeślibyśmy chcieli udawać, że tak się stanie. Można jednak spróbować zapomnieć i też tego uczę się z każdym dniem.

Napięta sytuacja w życiu prywatnym sprawiła, że straciłam całkowicie serce do blogowania. To nie tak, że przestałam chcieć czytać – pragnęłam tego bardzo! Wciąż zabierałam ze sobą książkę do autobusu czy pociągu, ale z czasem co raz rzadziej po nią sięgałam, bo myśli odlatywały mi w inną stronę. Wtedy też pomyślałam: skoro już zmieniać, to wszystko. Stwierdziłam, że jeżeli nie poczynię pewnych zmian na blogu, nigdy już do niego nie wrócę. Niebieska Papużka przestała mi wystarczać, przestała mnie zadowalać. Nie czułam, abym przez 3 lata blogowania osiągnęła jakieś znaczące postępy. Postanowiłam to zmienić i zaryzykować. W ten sposób narodził się nowy (chociaż przecież doskonale Wam znany) blog o królewskiej nazwie Jej Wysokość Literatura.

Co będzie dalej? Na ten moment mogę powiedzieć, że wiele wiem, ale też że nie wiem nic. Jednak jedno jest pewne pragnę na powrót dzielić się z Wami swoją pasją do literatury i już nigdy nie przestawać czytać. Choć czasu teraz mam mniej, z radością wygrzebuję każdą najdrobniejszą chwileńkę na to, by zatopić się w dobrej literaturze. Odkrywam ten świat książek znów z niemałą ekscytacją i lekkim przerażeniem – na powrót wracam do tej, która to zadowolić umiała w każdym czasie, pomóc, pocieszyć, wesprzeć i nauczyć – do Literatury. Jej Wysokości Literatury.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: