Ben Coates – “Skąd się biorą Holendrzy?”

Obecnie każdy z nas zna kogoś, kto wyjechał za granicę – może jest to jakaś ciotka, która ulokowała się jeszcze w czasach PRL-u w Niemczech, wujek, który postanowił zaryzykować i wyjechał do Ameryki, kolega z liceum, który do Anglii pojechał tylko dorobić, a został już na stałe, czy choćby koleżanka naszej przyjaciółki, która postanowiła zmienić życie na lepsze i umiejscowić się w Holandii.

No właśnie – Holandia. Kraj słynący z najpiękniejszych odmian tulipanów, ogromnych wiatraków, niezwykle aromatycznych serów i ludzi, którzy przez miasto poruszają się tylko i wyłącznie rowerami. Jeżeli pojedziesz do jednego z większych miast Holandii, np. do Amsterdamu, Rotterdamu czy Maastricht, z dużym prawdopodobieństwem na ulicy spotkasz jednego z naszych rodaków.

Holandia przyciąga

Według Holenderskiego Instytutu Badań Społecznych SCP na terenie Holandii przebywa obecnie około ćwierć miliona Polaków. W styczniu 2017 zarejestrowanych było aż 160 tysięcy osób, a jeśli dodać do tego około 90 tysięcy osób niezarejestrowanych, wyjdzie nam wynik około 250 tysięcy osób. Co ciekawe, od 2007 roku liczba Polaków w Holandii zwiększa się o około 10 tysięcy osób rocznie. Jak więc z łatwością można zauważyć, Niderlandy są jednym z najczęściej wybieranym przez Polaków krajem, w którym postanawiają zacząć wszystko od nowa i ułożyć sobie życie w inny sposób. Co więcej, Polacy twierdzą, że jakość życia w Holandii bardziej ich zadowala i że są szczęśliwsi.

Jednak co takiego ma w sobie Holandia, że aż tak do siebie przyciąga? Skąd się biorą Holendrzy? I co sprawia, że chociaż pracują o wiele mniej niż przeciętny Europejczyk, są szczęśliwsi i zamożniejsi?

Anglik w kraju tulipanów

Anglik Ben Coates nigdy nie planował życia w Holandii – wręcz przeciwnie, widział siebie w kraju zgoła od Holandii innym, gdzieś pośród palm, drinków popijanych na plaży i życia toczącego się w rytmie ciągłej zabawy. Los jednak chciał tak, że pewnego razu utknął na lotnisku, a nie mając co z sobą zrobić, zadzwonił do pewnego Holenderki, którą kilka lat wcześniej poznał przypadkowo. Miał u niej tylko przenocować. Został już na zawsze.

Skąd się biorą Holendrzy?

Postanowiwszy zamieszkać w Holandii na stałe, Coates oddając swojej nowej ojczyźnie hołd i szacunek postanowił bliżej zgłębić jej tajemnice – tak w wymiarze geograficznym, kulturowym, jak i historycznym. Udał się więc w liczne podróże – przez miasta i w czasie – które później zaowocowały książką „Skąd się biorą Holendrzy?”. Zajrzał Holendrom do talerzy, wściubił nos w ich towarzyskie sekrety, jak i skrycie analizował ich sposoby zachowań i cechy, które wyróżniałyby ich na tle innych narodów. W ten sposób dowiadujemy się, że można rozmawiać i śmiać się w głos z ustami pełnymi gorącej zupy i że chociaż Holandia jest krajem pięknym, ich dieta pozostawia wiele do życzenia, a między innymi dlatego, że jedzą tak dużo sera, stali się najwyższym narodem na świecie.

Holandia na widelcu

Ben Coates przemierza miasta i miasteczka. Opisuje czasy królewskie od powstania Holandii, późniejsze, charakteryzujące się nieustanną walką człowieka z morzem o każdy kawałek suchego lądu, aż po współczesność, która objawia się w formie zabaw, legalizacji narkotyków i dopuszczalnej eutanazji.

„Skąd się biorą Holendrzy” to ciekawie napisana, szczegółowa biografia kraju, który nie przestaje zadziwiać. Ben Coates z wnikliwością przygląda się Holendrom i ich ojczyźnie, starając się dotrzeć do tego, dlaczego są, jacy są i co czyni ich kraj tak wyjątkowym. Momentami jednak miałam wrażenie, że niektóre kwestie (szczególnie te historyczne) są zbyt rozwlekłe, co też może wzbudzić w czytelnikowi znużenie. Ale tylko momentami.
Książkę czyta się rewelacyjnie i jak też inne pozycje z Serii Mundus, jest lekturą obowiązkową przed podróżą do kraju tulipanów.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: