Jakub Małecki “Nikt nie idzie” – zupełnie zwykłe życie

Lubię u Małeckiego to, że przeplata ze sobą życiorysy pozornie całkiem obcych dla siebie osób. To jest jak rozplątywanie uporczywego węzła – wiemy, że bohaterowie są ze sobą powiązani i że ta specjalna więź szczególnie będzie uwydatniona w końcowej części książki, ale jeszcze nie mamy pojęcia jak i dlaczego. Próbujemy więc rozsupłać ten węzeł – powoli, powolutku, wszak mamy wiele czasu, a prozą Małeckiego można się rozkoszować.
Po zdumiewającym „Dygocie” i fenomenalnej „Rdzy” pora na najnowszą powieść autora. „Nikt nie idzie” trafi do rąk czytelników 31 października.

Pozornie zwyczajne życia

Kilka pozornie zwyczajnych żyć osadzonych w zwyczajnym nudnym świecie. Życie Marzeny może się wydawać do bólu przewidywalne. Codziennie chodzi tą samą drogą do tej samej pracy i spotyka w niej tego samego klienta, który z zapałem studiuje cechy jakieś komody. Marzena zawsze macha mu na powitanie i pożegnanie, przyzwyczajona do tego, że klient o nic nie pyta, niczego nie mówi, tylko po prostu wpatruje się w antyk. Ale pewnego razu, mając już zamiar wyjść ze sklepu, odwraca się na pięcie i zaprasza ją na randkę. Życie Marzeny zmienia się. Stojąc na ślubnym kobiercu zastanawia się, czy dobrze zrobiła, że zgodziła się być żoną, matką syna tego smagłego mężczyzny. Jednak zanim zdąży powiedzieć „nie”, obrączka już wsuwa się na jego palec.

Japonia go zeżarła

Igor ma wyrzuty sumienia, bo jego brata „zeżarła Japonia” prawdopodobnie przez niego. Wypowiedział słowa w złości. Klątwa padła. Brat nie wrócił z resztą grupy. Został tam, gdzieś w Japonii, całkiem sam. Żywy lub martwy, Pamięć o bracie pcha go w ramiona obsesji. Igor wybiera japonistykę, a wieczorami pogrąża się w lekturze haiku, wierszy śmierci.

Zeszyt zapisany SMSami

Olga jako mała dziewczynka była zakochana w chłopaku, który najpierw grabił na jej podwórku liście, bo wciąż było ich za dużo, a później, tak zupełnie niepostrzeżenie, stał się jej przyjacielem. Przepisuje jego smsy do zeszytu, bo przecież pamięć telefonu może się zniszczyć, uczucie zaklęte w słowach mogą przepaść, a zeszyt i wpisane w nim długopisem krótkie wiadomości będą wieczne. Chociaż uważa, że osiągnęła sukces, tak naprawdę miota się przez to życie, nie wie czego chce, stając się co raz bardziej nieszczęśliwą.

Strach przed pasją

Jest jeszcze ojciec Olgi, który choć utalentowany pianista, nie śmie tknąć instrumentu. Stroni od muzyki, ucieka przed nią nie wiadomo z jakiego powodu. Kiedy córka w totalnej rozpaczy prosi go, by zagrał, spełnia jej życzenia, po czym zapada się w sobie, jak w miękkim materacu – co raz bardziej w dół, w głębię, w ciemność. Jego już nie ma. Ukradła go choroba.

Czerwone baloniki

I w końcu on – Klemens, zwany też Dzikiem. Mężczyzna o chłopięcej twarzy z notesem wyklejonym twarzami celebrytów i czerwonymi balonami wypełnionymi helem. Spaceruje po ulicach Warszawy, żeby przeciąć drogę swojego życia z Olgą. Ta jednak, nie potrafiąc się z nim porozumieć, zmuszona będzie odkryć jego tajemnicę i choć jedną z wielu spraw w swoim życiu, doprowadzić do końca.

Co ich łączy?

Co łączy ze sobą tych pięć życiorysów? Kim staną się dla siebie i jakie role odegrają w swoich życiach?
Małecki snuje swoją opowieść w charakterystyczny tylko dla siebie sposób. Opisuje fakty i zdarzenia, osoby i ich uczucia, a także konfrontuje ich opinie z tym, co naprawdę się wydarzyło. Nie sposób nie porównać tej książki do wydanych wcześniej „Śladów” czy „Dygotu”, gdzie sekwencja jest dokładnie taka sama… kilka życiorysów łączy się w jedno, aby z tego powstała dobra powieść.

“Nikt nie idzie” – najlepsza książka Małeckiego?

„Nikt nie idzie” to powieść bardzo klimatyczna, osnuta delikatną nutką sztuki, ale jednocześnie mająca pewne mankamenty. O ile przez pierwsze 50 stron nie mogłam się od niej oderwać, tak dobrnąwszy do środka opowieści, aż do samego końca czekałam na to wielkie coś. Miałam nadzieję, że nie zapomnę o tej powieści tak, jak nie zapomniałam o „Rdzy”. Tymczasem zakończenie było, choć muszę przyznać, że zaskakujące, nie na miarę Małeckiego. Tym razem połączenia między bohaterami wydawały mi się dość słabe, a cała idea fabuły rozmywała się gdzieś w połowie książki.

Niewątpliwym atutem prozy Małeckiego jest jednak opisywanie zwyczajnego życia, oddawanie jego blasków i mroków, i nawet tej ich nudy i rutyny na kartach powieści.
„Nikt nie idzie” może Was zaskoczyć tak pozytywnie, jak i negatywnie. To ciekawa powieść, ale ani w połowie tak dobra, jak „Rdza”. Dobra do przeczytania w dwa wieczory, ale nie pozwalająca się sobą rozkoszować tak, jak uczyniła to z nami „Rdza”.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: