Wyobraź sobie, że za kilka lat będziesz mieszkał na świecie, gdzie nie będzie ferm drobiu czy rzeźni dla bydła. Ten świat, w którym będziesz miał możliwość mieszkać, będzie światem szczęśliwym, a ubóstwo i głód znikną w większej części. Zwierzęta będą szanowane, bowiem każdemu – a szczególnie istocie niższej od nas – należy się szacunek. Nie będziesz jadł mięsa, które pochodziłoby z uboju – co wbrew pozorom nie oznacza wcale, że masz zostać wegetarianinem. Będziesz jadł czyste mięso, hodowane w laboratoriach. Świat da Ci w końcu wybór – kupić kurczaka nafaszerowanego sterydami, hodowanego na ubój czy czyste, nieszkodliwe mięso, które wyprodukowali naukowcy z komórek zwierzęcych, być może ciut droższe, ale konkurencyjne ceną?
Brzmi jak iluzja? To prawda.

Hodowla zwierząt na ubój napędza machinę głodu na świecie. Ilość zboża i kukurydzy, którym faszerowane są zwierzęta, mogłaby położyć kres ubóstwu. Plony, którymi dotychczas faszerowane były zwierzęta, starczyłyby na wyżywienie biedniejszej części ludności. Miejsca rzeźni mogłyby zastąpić kolejne tereny pod uprawy. Tak naprawdę wystarczyłoby, abyśmy wszyscy przestali jeść mięso, aby osoby z biedniejszych krajów nie odczuwały głodu i mogły kłaść się spać spokojnie i z pełnym brzuchem. Ale ludzie są z natury samolubni. Nie lubią rezygnować z czegoś, dzięki czemu czują się komfortowo. Paul Shapiro w swojej książce „Czyste mięso” przedstawia sposób, by pogodzić te sprzeczne interesy – jeść mięso, ale jednocześnie nie zabijać.

Pierwszy hamburger „in vitro” został wyprodukowany i zjedzony w 2013 roku. Powstał z komórek zwierzęcych w laboratorium, nie powodując tym samym cierpienia i śmierci żywych stworzeń. Kosztował trzysta tysięcy dolarów. Porównuje się go do pierwszego skanu genomu, który pierwotnie kosztował miliardy dolarów, teraz zaś jedynie kilkaset. Cena ma spaść na tyle, by móc w marketach konkurować z ceną mięsa z ubojni.

Idea „czystego mięsa” nie ogranicza się jednak jedynie do spożycia – na kartach książki rozważa się również modyfikację sektora garbarskiego. Produkcja laboratoryjna z komórek zwierzęcych daje nieograniczone możliwości – skóra tak wyprodukowana byłaby całkowicie ekonomiczna, ekologiczna, a do tego mogłyby powstać nowe wzory, których wcześniej nie dostarczała nam natura.

Czytając „Głód” Martina Caparrosa niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie, dlaczego w XXI wieku ludzie umierają z głodu? W świecie, gdzie miliardy zarabia się między innymi na piłce nożnej są dzieci, które w wieku trzech lat nie potrafią stabilnie trzymać główki, bo waga ich ciała jest zbyt niska. Te dzieci później umierają – jedno za drugim, jak muchy, nieświadome w ogóle swojego istnienia, choć na tę śmierć nie zasłużyły. Transfer brazylijskiego piłkarza Neymara z Barcelony do Paris Saint Germain kosztował 222 mln euro. Ile żyć zostałoby uratowanych, gdyby tę kwotę przekazać Afryce lub Indiom?
Chociaż „Czyste mięso” przedstawia bardzo utopijną wizję świata, trzeba to powiedzieć wprost: nasz świat nie jest sprawiedliwy. I wcale nie jest dobry. To świat bez kompromisów – ktoś musi głodować, żeby ktoś inny mógł się najeść. Głód na świecie, jak wszystko inne, jest biznesem. Niektórzy czerpią zyski ze śmierci innych.

Paul Shapiro przedstawia ciekawą koncepcję, która mogłaby okazać się udaną, gdyby nie jeden warunek – ludzie. Nie każdy będzie chciał zrezygnować z „tradycyjnego” mięsa, na rzecz jego hybrydy stworzonej w laboratorium, tym bardziej, jeśli jej cena będzie wyższa.

Swoją opowieść o „czystym mięsie” snuje powoli, wielokrotnie się powtarza, chcąc jakby dobitniej uświadomić czytelnikom rangę problemu. Twierdzi, że odzwierzęce produkty „in vitro” mogą pojawić się na rynku już za parę lat. To mogłoby oznaczać światową rewolucję i kres cierpienia. No właśnie. Mogłoby.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: