„Wielkie nadzieje” uważa się za najlepszą powieść Dickensa. Oczywiście nie dla każdego, bo to, czy książkę można określić mianem fascynującej czy nie, to kwestia bardzo indywidualna. Przecież i „Oliwer Twist”, i „David Copperfield”, i w jakiś sposób również „Klub Pickwicka” są powieściami wielkimi i genialnymi.
Jeśli by porównać „Wielkie nadzieje” do jednej z dickensowskich powieści, to na pierwszym miejscu wskazalibyśmy „Davida Copperfielda”. Obie książki skonstruowane są w ten sam sposób – opowieść snuta jest z perspektywy małego chłopca, następnie dojrzewającego chłopaka, aż w końcu dorosłego mężczyzny. Czy w tym właśnie leży siła Dickensa – w ukazywaniu niedoli ludzkiego losu, aż od początku jego istnienia? Oczywiście pojawiają się zawsze te tytułowe „nadzieje”, ale czy to wystarczy?
Pip mieszka z siostrą i jej mężem, kowalem Joe. Ich mieszkanie jest skromne, ale rządzone silną ręką siostry Pipa. Ta, wychowując chłopca od małego, nie zna imion miłości i czułości. Jest surowa, porywcza i nerwowa nie tylko w stosunku do Pipa. Ofiarą jej złości często zostaje też Joe, które żona nie raz mocną dłonią zdzieliła. Jednak mąż to zupełnie przeciwieństwo żony – jest czuły, delikatny, cichy i spokojny, przez co staje się wiernym towarzyszem Pipa. Wspólnie ostrzegają się w dniach, gdy pani domu ma wyjątkowo zgorzkniały humor, spędzają czas w kuźni oraz na wędrówkach. Joe nigdy nie miał wspanialszego przyjaciela nad Pipa, a Pip nad Joego.

Pewnego razu podczas samotnego spaceru na cmentarz Pip spotyka zbiegłego więźnia. Ten prosi go o pilnik, jedzenie i wódkę, a chłopiec ze strachu spełnia swą obietnicę. Od tego momentu aż do czasu ponownego złapania więźnia Pip żyje w nieustannych strachu przed więzieniem.

Życie chłopca zmienia się, gdy ten udaje się do bogatego domu pani Havisham – starszej kobiety, która od dnia swego niedoszłego ślubu nigdy już nie wyszła z domu na zewnątrz – do świata. Jej ślubny kołacz pozostawiony w mrocznym salonie zaszedł pleśnią i stał się pożywieniem dla larw i robaków. Pani Havisham zatapiała się w swym smutku w ciemnym pokoju, za pociechę mając jedynie Estellę – sierotę, którą wychowała jako owoc swojej zemsty. Dziewczynka stała się krnąbrną i zarozumiałą pięknością – wszak została stworzona do tego, żeby łamać serca. Pierwszą jej ofiarą ma zostać Pip.

Niewiele później do chłopca w końcu uśmiecha się szczęście – dowiaduje się, że ktoś bogaty i wysoko postawiony zamierza się nim zaopiekować i zaoferować mu dobrą przyszłość. Pip wyjeżdża do Londynu, odcina się od swojej rodziny, wstydząc się niskiego pochodzenia, szybko traci majątek, popada w długi. Próbuje też odkryć kto był jego darczyńcą…

„Wielkie nadzieje” to powieść, w której dużo się dzieje i nie sposób się nią znudzić. Wyraziści bohaterowie dodają akcji dynamiki i barw. Moją ulubioną postacią okazał się kowal Joe – dumny ze swojego zawodu, cichy, skromny, ale kochający, opiekuńczy i wyrozumiały.
To fantastyczna opowieść o tym, że od siebie samego uciec nie można – i jest to doskonale przedstawione nie tylko na przykładzie głównego bohatera Pipa.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: