Diabły na Rosję – polityczne satyry Bułhakowa

Michaiła Bułhakowa znamy głównie z powieści, która przyniosła mu najwięcej sławy – z „Mistrza i Małgorzaty”, będącej jednocześnie jedną z najważniejszych powieści XX wieku. O tej książce nie trzeba opowiadać nikomu, bo to kanon literatury, który po prostu znać trzeba. Jednak na kilka lat przed jej napisaniem Bułhakow stworzył parę opowiadań, które choć mniej obfite w treści, z pewnością zapadną w pamięć czytelnikowi. Te opowiadania to między innymi „Fatalne jaja” i „Diaboliada” ponownie wydane latem 2018 roku przez Wydawnictwo MG.

Muszę przyznać, że będąc tylko po lekturze „Mistrza i Małgorzaty” i nie znając innych dzieł autora, byłam niezmiernie zaskoczona zarówno „Diaboliadą” jak i „Fatalnymi jajami”, choć to te drugie opowiadanie bardziej przypadło mi do gustu. Swoją recenzję pozwolę sobie zatem zacząć od niego.

W laboratorium profesora Persikowa zazwyczaj nie dzieje się nic, co w innych mogłoby pobudzić ciekawość. Jednak nie tym razem! Wynajduje on bowiem czerwony promień, który rodzi życie. To właśnie w jego blasku osobniki mnożą się na potęgę, garną się do niego, walczą o miejsce, gotowi są przelać krew i bez skrupułów wymordować swoich przeciwników. Wkrótce Związek Radziecki zalewa fala gadów – bezmyślnych ameb i innych stworzeń. Doświadczenie profesora wymyka się spod kontroli… Sklonowane zwierzęta nie docierają jednak do Moskwy, przed czym powstrzymuje ich tylko siła wyższa – 18-stopniowe mrozy w… sierpniu. Nie sposób wyczuć tutaj tej charakterystycznej dla Bułhakowa ironii i satyry. To rewolucja rodzi gady, na kraj ruszają tłumy straszliwych potworów, niszczących wszystko po swojej drodze. Rosję ocalić może tylko cud.

W „Diaboliadzie” również nie opędzimy się od polityki – całe opowiadanie jest satyrą na radziecką biurokrację. Głównym bohaterem jest Korotkow, pracujący na stanowisku sowieckiego urzędnika. Jego perypetie najpierw mogą śmieszyć, później denerwować, ale pod koniec powieści stają się przerażająco prawdziwe. Akcja powieści zaczyna się wówczas, kiedy pracownikom pensja nie zostaje wypłacona w pieniądzu, a w zapałkach. To wtedy Bułhakows zaczyna grę ze swoim głównym bohaterem, który w końcu popada w obłęd, nie potrafiąc odgonić się od własnych myśli.

Oba opowiadania Bułhakowa są jak zły sen – chcemy się z niego obudzić i mamy tego świadomość, ale ilekroć wyrazimy takie pragnienie, zapadamy się w niego głębiej – jak w bagno. „Diaboliada” może nawet przypominać Kafkowski „Proces”.

I w „Fatalnych jajach” i w „Diaboliadzie” politycy zostali przedstawieni jak swoiste diabły, chcące podporządkować sobie życie „towarzyszy”. Nic nie jest w stanie uratować Rosji, chyba że cud.
Nie sposób czytać Bułhakowa i nie wyczuć tej charakterystycznej satyry i groteski – bez nich lektura byłaby stracona.

Utwory Bułhakowa można odczytywać w sposób wielowymiarowy. Jeżeli przełożymy je na współczesne czasy, okazują się one lekturą wciąż aktualną i uniwersalną, nawet jeśli wolelibyśmy, żeby to nie była prawda. To bez wątpienia te dzieła Bułhakowa, które warto poznać. Są zupełnie inne niż „Mistrz i Małgorzata”, ale jak pisałam we wstępnie – nie rozczarują, lecz zapadną w pamięć.

 

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: