Mossmarken owiane jest złą sławą. Większość jego powierzchni pokrywają lasy i mokradła. Ludzie, mieszkający tu w nielicznej grupie, całkowicie muszą podporządkować się siłom natury. Mawia się bowiem, że zjawy mieszkające na torfowisku, pożądają ofiar. Łakną ich, bo zazdroszczą im ciała i życia. Mają nadzieję, że za ich pomocą powrócą do świata, który opuściły… Zwabiają je nad bagna, a następnie powoli, krok po kroku, zatapiają je w mętnych wodach, aż pod ich powierzchnią zniknie głowa. Wtedy na jakiś czas są nasycone, ale przy gwałtownych zmianach pogody znów stają się głodne… Choć wiara w duchy wydaje się kompletnym wariactwem, seria podejrzanych zniknięć wielu osób zdaje się potwierdzać obawy miejscowych.

Kiedy Nathalie nocowała u Julii, swojej przyjaciółki, w środku nocy obudził ich krzyk przerażonej matki. Dziewczynki podbiegły do okna i ujrzały coś, co już na zawsze wpłynęło na ich życie – starsza siostra Julii poruszała się jak w transie; szła prosto przed siebie, będąc głuchą na krzyki matki i nawoływania ojca. Szła w koszuli nocnej, jakby prowadzona przez jakieś niewidzialne siły. Nie obejrzała się ani razu. Kiedy doszła do torfowiska zaczęła się powoli zapadać. Wkrótce bagna sięgnęły jej łydek, ud, brzucha… aż pod powierzchnią mętnych wód zniknęła cała. Wszyscy wierzyli, że to zjawy ją porwały. Już nigdy nikt więcej jej nie zobaczył.

To był dopiero początek. Początek końca. Nathalie dłużej już nie szukała nad torfowiskiem z Julią duchów, bowiem wiedziały, że ich dziecinna zabawa w końcu się ziściła. Głodne zjawy pokazały swoją moc. Niewiele później doszło do kolejnej tragedii – rozpadła się rodzina Nathalie. Jej ojciec najpierw zabił swoją żonę, a później siebie, z niewiadomych przyczyn oszczędzając córkę. Dziewczyna miała już nigdy nie powrócić do Mossmarken… No właśnie, miała.

Wiele lat później już jako studentka Nathalie powraca w rodzinne strony, aby pobrać próbki torfowiska do swojej pracy doktorskiej. Nikt jej nie poznaje, a i ona nie chce, by ktokolwiek dowiedział się, kim jest. Minęło wiele lat, ale rany w sercu jeszcze się nie zabliźniły. I chociaż próbuje się całkowicie skoncentrować na pracy, w końcu poznaje chłopaka, z którym spoufala się za bardzo. Kiedy znajduje go pobitego na ścieżce przy torfowisku z kieszenią pełną dziesięciokoronówek wie, że to właśnie on miał być ICH kolejną ofiarą…

„Torfowisko” zaczyna się świetnie – główna bohaterka nie jest dziewczyną, którą łatwo polubić: opryskliwa, zadufana, niewdzięczna, małomówna, skryta – od razu wydaje nam się główną podejrzaną. Specyficzny klimat miejsca trzyma w napięciu aż do końca opowieści. Gęsta mgła, mętne powietrze i opowieści, którymi miejscowi dzielą się niechętnie, jednak po ostatnich wydarzeniach głęboko w nie wierzą… Co stało się z zaginionymi osobami? Dlaczego znalezione na torfowisku ofiary miały przebite serce kołkiem i woreczki dziesięciokoronówek upchane w kieszeniach?
Susane Jansson stworzyła dobry kryminał, jednak brak mu tego ostatniego szlifu. Po połączeniu pewnych faktów czytelnik być może nie z łatwością, ale też znowu nie z tak wielkim trudem odgadnie jakie jest rozwiązanie zagadki. Jest to jednak dobra rozrywka, zapełniająca dwa dłuższe wieczory.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: