Czytelniczy 2018 – blogowe podsumowanie

Nie lubię podsumowań. Nigdy nie wiem, co w nich napisać. W tym roku jest gorzej, bo i rok 2018 był dla mnie życiowo trudniejszy, a czytelniczo mniej obfity. Był to też rok zmian, ale pomimo tego, co było w nim złe, były też i dobre rzeczy, takie, o których będę pamiętać już zawsze. Choć wydawało mi się, że od zawsze rozumiem znaczenie słów “chcieć to móc”, tak naprawdę dopiero w drugiej połowie 2018 roku wcieliłam to postanowienie w życie. Podjęte decyzje, a także ogrom stresu im towarzyszący sprawiły, że czasu na książki było mniej. Kiedy już pojawiała się chwila, w której mogłabym poczytać, albo byłam zbyt zdenerwowana, albo zbyt zmęczona, by zanurzyć nos w lekturze… W związku z tym z bólem serca muszę przyznać, że o ile w 2017 roku przeczytałam aż 100 książek, tak w 2018 było ich niemalże o połowę mniej, bo 59… Dla niektórych “tylko”, dla innych “aż”. Ale przecież liczy się jakość, a nie ilość, prawda?

W tym roku mam jedno zasadnicze postanowienie – nie robić postanowień. W zamian za to kroczyć przez życie z uśmiechem na twarzy i nawet gdy jest tak katastrofalnie źle, nie dać się złamać – słowem: żyć lepiej, bardziej. I chciałabym w końcu po każdą książkę sięgać w radością, ponieważ w tym roku w związku z okropnie długą przerwą w regularnym czytaniu męczyły mnie “kace książkowe” i “niemoce czytelnicze”. Wiecie, jak to jest – chcielibyście coś przeczytać, ale jednocześnie kompletnie nie macie ochoty po tę książkę sięgać. Gdy już czytacie, myśli odbiegają Wam w innych kierunkach. To paskudne uczucie!
Moje życie osobiste tak bardzo się skomplikowało, że od wakacji do późnej jesieni nie odczuwałam żadnej przyjemności z czytania. Mniej robiłam zdjęć, mniej pisałam. Patrzyłam na swoje półki i czułam, że straciłam to wszystko, tę fascynację. Kiedyś mogłabym godzinami opowiadać komuś o swoich książkach, o bohaterach, fikcyjnych światach. Tymczasem życiowe problemy pochłonęły moją pasję… a poza nią nic mi nie zostało. To tak, jakbym straciła część siebie.
Jedynym lekarstwem i sposobem, by odzyskać to, co utracone było oczywiście czytanie. Nawet gdy się nie chce, gdy zimno na dworze, w telewizji leci ciekawy film, a organizm zdecydowanie bardziej wolałby pójść spać. Czytać! Takie to proste, a jednocześnie tak czasem skomplikowane…


Z pewnością w 2019 roku pojawi się wpis z książkami, które w końcu chciałabym przeczytać. Życie i czas weryfikują takie listy, ale jednak miło je robić. Miło snuć plany, broń Boże nie postanawiać!
W 2018 roku, tak jak już wspomniałam, przeczytałam 59 książek. Wśród nich bez wątpienia można wyróżnić istne perełki. Poniżej i one:

Najlepsze książki 2018 roku to:

1. Orhan Pamuk “Dziwna myśl w mej głowie”
2. Herman Hesse “Demian”
3. Wiesław Myśliwski “Ucho igielne”
4. Anne Bronte “Lokatorka z Wildfell Hall”
5. Justyna Kopińska “Polska odwraca oczy”
6. Bohumil Hrabal “Obsługiwałem angielskiego króla”
7. Charlotte Bronte “Dziwne losy Jane Eyre”
8. Holly Ringland “Wszystkie kwiaty Alice Hart”
9. Jaume Cabre “Podróż zimowa”
10. Joanna Kuciel-Frydryszak “Służące do wszystkiego”

Z niektórymi z tych książek mam, można powiedzieć, relację osobistą. Na przykład dzięki Justynie Kopińskiej i zbiorowi reportaży “Polska odwraca oczy” zdałam w końcu prawo jazdy. Za każdym razem, gdy czekałam na swoją kolej byłam okropnie zestresowana. Jednak tamtego razu wzięłam ze sobą książkę, żeby się odprężyć… Te historie tak bardzo mnie wciągnęły, że dałam się przekonać, że tak naprawdę egzamin nie jest niczym strasznym w porównaniu do tego, czym jest życie. I wiecie co? Zdałam!
Powieści sióstr Bronte rozkochały mnie w opowiadanych przez nie historiach, a na “Ucho igielne” Myśliwskiego czekali chyba wszyscy jego zagorzali czytelnicy. Dawkowałam sobie te lektury i starałam się czytać je jak najdłużej, chociaż trzeba przyznać, że ciężko było się oprzeć tak wielkim przyjemnościom.

Czy w 2018 roku doznałam jakichś czytelniczych rozczarowań? Mimo iż nie przeczytałam tylu książek, co rok temu, muszę przyznać, że zdarzyły się też takie, na których bardzo się zawiodłam. Zaliczyć mogę do nich “Królestwo” Twardocha, a więc kontynuację “Króla”, która pierwszej części już nie dorównuje, a także najnowszą książkę Jakuba Małeckiego “Nikt nie idzie”, pisaną dokładnie tak samo, jak wszystkie inne książki autora…

A rok 2019? Jaki będzie, taki będzie. Chcę czytać i cieszyć się z książek. Chcę, by opowieści mnie prowadziły. Chcę żyć dla nich, z nimi i pielęgnować to miejsce…

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: