Mapa Teksasu oznaczona w niektórych miejscach czerwonymi punktami, przypominającymi krople krwi. Młode kobiety, po których ślad zaginął. Starszy pan, fotograf, który cierpi na demencję. Lub może inaczej: śmiertelnie niebezpieczny, zabójczo inteligentny seryjny morderca. I młoda dziewczyna, ogarnięta obsesją na tle zaginięcia swej starszej siostry, która nie cofnie się przed niczym, nawet przed nim… Gdzie leży prawda?

Ma wiele imion. To prawdziwe wyjawi Wam i jemu dopiero pod koniec książki. Nie zamierza się rozczulać – ani nad sobą, ani nad nim. Pojawiwszy się w domu starców dziewczyna usiłuje wmówić Carlowi Louisowi Feldmanowi – fotografowi, którego ostatecznie uniewinniono z zarzutów o morderstwa młodych kobiet – że jest jego córką. Chce w ten sposób namówić go, by pojechał z nią w podróż po Teksasie. Podróż, która ma przypomnieć mu popełnione przez niego zabójstwa, w tym zabicie Rachel, starszej siostry głównej bohaterki i przyznanie się do nich.

Czekała na ten moment od dawna, właściwie przygotowywała się do niego od początku trwania jej obsesji. Już jako dziecko robiła mapy myśli z listą podejrzanych o zabicie Rachel, śledziła podobne sprawy, w których rodziny zgłaszały zaginięcia młodych kobiet – Viki, Violet, Nicole… Miała wystarczająco dużo powodów, by myśleć, że to właśnie Carl Louis Feldman zabił jej siostrę. Kiedy umierała Viki znajdował się w pobliżu miejsca zbrodni. Zarobił pieniądze na zdjęciu unoszącej się na wodzie tuniki, którą można było uznać za własność Violet – dziewczyna mogła ją mieć na sobie, zanim utonęła. DNA Nicole znaleziono u niego, pomimo że o kobiecie słuch zaginął, a jej synek pamięta tylko, jak spadał z huśtawki… W końcu w swoim domu znalazła zdjęcie autorstwa Feldmana, przedstawiające dwie Mary, bliźniaczki. Czy je też zabił?  Jak to możliwe, że oczyszczono go z wszystkich zarzutów tylko przez wzgląd na demencję starczą? Dlaczego nikt nie odnalazł tych kobiet? Myśl, że Rachel znała Feldmana, że być może robił jej zdjęcia i był w ich domu doprowadzała ją do szału. Czy bolało ją, kiedy umierała? Czy się bała? To ona była starsza i onieśmielała siostrę swą odwagą. Nie bała się niczego i nikogo. Czy w obliczu śmierci też taka pozostała? Dziewczyna poprzysięgła sobie odnaleźć prawdę, nawet jeżeli zapłaci za to życiem. Czy podróż samochodem przez upalny Teksas z seryjnym mordercą w środku przyniesie ukojenie?

Jeżeli chodzi o niego, jedyne, czego jest pewien Carl Feldman, to to, że dziewczyna namawiająca go na tą szaloną podróż nie jest jego córką… A jednak daje się wciągnąć w tę grę, nie wierząc jej ani za grosz. Które z tej dwójki kłamie? Czy Feldman to seryjny zabójca, czy niegroźny starszy pan, którego skrzywdzono oszczerstwami? Czy dziewczyna próbująca go namówić na wycieczkę jest faktycznie jego córką czy może wariatką, zamierzającą go zabić w ramach zemsty i pomszczenia kogoś innego?

„Papierowe duchy” wciągają od początku. Powieść smakuje nutką grozy, strachu, tajemnicy… Rozpoczynając książkę nie da się przejść obojętnie obok głównych bohaterów – dziewczyna jest odważna i bezpośrednia, dąży do celu, nawet po trupach. Nic jej nie zatrzyma. To dzięki niej dowiemy się prawdy. Mężczyzna wzbudza w nas sympatię. Jak na cierpiącego na demencję, jego umysł działa zaskakująco szybko Jest zabawny i ironiczny, inteligentny i sprytny… A to przecież zgubne, bo prawdopodobnie mamy do czynienia z mordercą. Jak więc moglibyśmy go polubić?
A jednak im bardziej wgłębiamy się w powieść, tym bardziej lubimy Carla Louisa Feldmana. Im bardziej tajemniczy się wydaje, tym bardziej ta postać nas pociąga. Dodatkową warstwą wzbogacającą fabułę jest przeszłość, która depcze mu po piętach – duchy, które go nawiedzają. A może to tylko wymysł jego wyobraźni i przebiegła gra?

„Papierowe duchy” to świetny kryminał, który czyta się z lekkością. Nie sposób się oderwać od lektury tej książki, a tak ciekawy temat, jak fotografia wzbogaca treść i nadaje ostrości bohaterom.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: