Linda Polman “Laleczki skazańców” – życie z karą śmierci

„Piękna i Bestia” była pierwszą książką, po którą sięgnęłam w bibliotece. Była to też pierwsza książka, którą przeczytałam z własnej nieprzymuszonej woli. Przeczytałam – warto dodać – w jeden dzień, tak mną zawładnęła. Oczywiście z lektury zapamiętałam niewiele, pamiętam natomiast towarzyszące jej uczucie euforii i wzniosłości. Kiedy jednak przestajemy być dziećmi i stajemy się dorosłymi, wiele rzeczy zmienia się razem z nami. Ulubiona guma do żucia traci smak, chipsy stają się niezdrowe, a „Piękna i bestia” przeistacza się w maniakalną opowieść, która prędzej mogłaby się stać koszmarem z najdziwniejszych snów, niż piękną opowieścią o miłości.

Przypomnijcie sobie tę bajkę: ojciec pięknej Belli zostaje uwięziony w strasznym zamczysku, zamieszkiwanym przez Bestię. Odważna dziewczyna wybiera się w te straszne strony z zamiarem uwolnienia taty. Stanie się tak, ale tylko pod jednym warunkiem – w zamku zamiast starego ojca, uwięziona zostanie ona. Choć najpierw przerażona z czasem Bella zakochuje się w swoim oprawcy, co dziś nazwalibyśmy „syndromem sztokholmskim”. To tylko ludowa baśń, ale jak wiemy z autopsji, historia lubi się powtarzać, a podobne sytuacje zdarzają się do dziś.

Czy wiecie kim są „laleczki skazańców”?

Kara śmierci w Stanach Zjednoczonych to codzienność

W 1998 roku planowano wykonać jedną egzekucję co osiemnaście dni. W 1999 roku – jedną co dziesięć dni. Zaledwie rok później – jedną co dziewięć dni.

Życie z karą śmierci ma smak utraconej wolności. Z czasem zapomina się wszystko – smak ulubionej potrawy, zapach kobiecych perfum czy śpiew ptaka o poranku. Życie przestaje istnieć i jest tylko oczekiwanie – na wyrok, na ostateczny koniec. Obecnie jedynie 19 z 50 stanów nie uznaje kary śmierci. Pozostałe ją uznają, ale nie zawsze wykonują. W niektórych z nich skazanie na śmierć tożsame jest z dożywociem. Najbardziej rygorystyczny pod tym względem, jak się domyślamy, jest oczywiście Teksas. Choć obecnie egzekucje nie są już tak spektakularne, jak w poprzednich stuleciach, wciąż jeszcze wzbudzają wiele emocji. W oczekiwaniu na wykonanie wyroku jedni protestują i skandują pacyfistyczne hasła, drudzy w otoczce zespołu country popijają piwo, wrzeszczą, że popierają karę śmierci i głośno komentują ostatni posiłek skazanego, opisywany w lokalnej gazecie. Kara śmierci – adorowana w religijnym kręgu, gdzie wciąż wierzy się w surowego, starotestamentowego Boga, który karze grzeszników i potępiana w opresyjnym społeczeństwie.

Laleczki skazańców, czyli Europejki na pocieszenie

Nawet osoby z drugiego krańca ziemi są w stanie poświęcić część swojego życia, by zapewnić skazańcom nadzieję na lepsze jutro. Te osoby – najczęściej kobiety z Europy – silnie sprzeciwiające się „średniowiecznemu” prawu kary śmierci pragną wierzyć, że nie wszyscy skazańcy są winni. Wybierają jednego z nich i rozpoczynają z nim korespondencję listowną. Na początku nieśmiało wypełniają trochę czasu skazańca i starają się go pocieszyć, później co raz odważniej przesyłają mu pieniądze, szukają adwokatów, organizują zbiórki, piszą odwołania do sądów, aż w końcu wychodzą za całkiem obcego im człowieka, by przynieść mu pocieszenie. Choć uważa się, że to choroba, one nie widzą w swoim zachowaniu nic dziwnego. Jak tłumaczą, chcą poczuć się dla kogoś kimś najważniejszym na świecie – i tym kimś się stają właśnie dla więźniów, którym nie pozostała nawet nadzieja. Chcą też zbawić niewielki skrawek świata, uczynić go lepszym, ocalić jedną niewinną duszę. Jak wiemy, wielokrotnie powtarzane kłamstwo w końcu staje się prawdą. I one chcą w to wierzyć. Najczęściej już u schyłku życia skazańca odkrywają, że jednak zawinił.

Linda Polman spotyka się z kobietami, które chcą zostać laleczkami skazańców. Wśród nich poznaje przyjaciółkę i żony największych zwyrodnialców. Zbrodnie przez nich dokonane przerastają ludzkie wyobrażenie. Jeden z nich zabił swoich rodziców, a następnie podpalił dom, by zatrzeć ślady. Inny zabił i zgwałcił 70-letnią staruszkę. Była też kobieta skazana na śmierć, która w odurzeniu narkotykowym zadała koledze i jego dziewczynie kilkanaście ciosów siekierą.

Moralność vs. sprawiedliwość?

Po co to robią? Czy Teksas ma naprawdę tak surowe prawo i do celi śmierci można trafić nawet za niewinność? Jak osądza się skazanych? Czy egzekucje są na pewno humanitarne? Na wiele z tych pytań można odpowiedzieć zarówno przecząco, jak i twierdząco. Amerykański więzień czekający w celi śmierci (w której może przebywać nawet lata) jest tylko kolejnym numerem, którego trzeba się pozbyć. Jednocześnie sposoby egzekucji pozostawiają wiele do życzenia. Niejednokrotnie doszło do pomyłki – krzesło elektryczne nie od razu zabiło skazanego a środek, mający zatrzymać akcję serca został wstrzyknięty w mięsień, zamiast w żyłę. Czy o sprawach takich, jak kara śmierci mamy prawo się wypowiadać i decydować o nich? Jak odnaleźć ten złoty środek, by nie dać się zepchnąć skrajnościom prawej i lewej strony?

Ameryka to kraj pełen kontrastów, a reportaż „Laleczki skazańców” doskonale te kontrasty punktuje. To przerażająca lektura, lecz jednocześnie bardzo ważna w kontekście życia w dzisiejszym świecie. Pozwala odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania o życie i dobro drugiego człowieka. Kto dał nam prawo do decydowania o nim? A może faktycznie powinniśmy rozwiązywać sprawy na swój sposób? Jakie sekrety skrywają żony i korespondencyjne przyjaciółki skazańców? Jak żyje się ze skazanym na śmierć?  O czym można z nim rozmawiać?

Z pozdrowieniami,
Kasia

 

Wpis powstał przy okazji współpracy z serwisem

Share: