Jacek Dehnel “Ale z naszymi umarłymi” – zombie i polaczkowatość

“Ale z naszymi umarłymi” to najnowsza książka Jacka Dehnela, która mocno może zaskoczyć jego dotychczasowych czytelników. Autora znałam przede wszystkim dzięki tekstom wysoce inteligentnym (“Matka Makryna”), wrażliwym (“Lala”), czy niebanalnym (seria o profesorowej Szczupaczyńskiej). Po przeczytaniu najnowszej książki, moja dotychczasowa opinia nieco się rozmyła. Dehnel oddaje nam w ręce dzieło zupełnie inne, niż moglibyśmy się spodziewać. Czym zaskakuje autor?

“Ale z naszymi umarłymi” – Polacy wstają z grobów

Bohaterami książki są mieszkańcy krakowskiej kamienicy. Serwowany nam zostaje przekrój niemalże całego polskiego społeczeństwa: jest inteligentna staruszka i zgryźliwy mąż, para gejów, katolicy, homofobowie, a nawet związek międzynarodowy. Każdy prowadzi swoje życie i zmaga się ze swoimi problemami. Czasem ze sobą rozmawiają, czasem sobie pomagają. Ale bywa i tak, że wzajemnie się nienawidzą. Po prostu codzienność. Wszystkich ich interesuje jednak jeden temat: Polacy wstający z grobów.
Jeden z bohaterów, Kuba, robi reportaż do telewizji o zniszczonych grobach. I chociaż wydaje mu się, że to kolejny nudny, lokalny temat, tak naprawdę ten dzień ma być przełomowym wydarzeniem w jego życiu. Bohaterów zaczyna zastanawiać fakt, iż płyty nagrobne są zniszczone od wewnątrz, że brakuje ciał. Wkrótce okazuje się, że Polacy wstają z grobów. Powtórnie do życia budzą się zwykli obywatele i wybitne jednostki. Ten fenomen ma przynieść Polsce międzynarodową sławę.

Ale z naszymi umarłymi

Jacek Dehnel po raz kolejny zaskakuje – ale czy pozytywnie?

Muszę przyznać, że opis fabuły, zamieszczony na tyle książki bardzo mnie zainteresował. Przeczytałam tam o reinterpretacji romantycznych wzorców i czarnym humorze, co w wykonaniu Dehnela oczywiście mogłoby być dobre. Powiedzmy sobie szczerze: ciętą ripostę i sarkastyczne komentarze autor ma opanowane do perfekcji. Tymczasem zaczynając czytać książkę o zombie czułam się nieco zażenowana. Dehnel stara się wykreować mocny, ironiczny komentarz do współczesnej polskiej rzeczywistości. Bohaterowie są przedstawieni w skrajnościach; jak para gejów, to sodoma, jak katolicy, to homofobowie (i odwrotnie: jak homofobowie, to katolicy). Polskę również przedstawia w skrajnościach. Dehnel zawiera w swojej książce chyba wszystkie negatywne cechy Polaków (oczywiście również przerysowane). Jesteśmy zaściankowi, rasistowscy, zamknięci, zaślepieni.
Czy w tej nadzwyczajnej rzeczywistości Polska będzie Chrystusem narodów, czy zombie narodów?

“Ale z naszymi umarłymi” – dlaczego właściwie zombie?

Dehnel stara się tę naszą współczesną Polskę obedrzeć z “polaczkowatości” i pokazać jej cechy. Zombie, nawet jeśli łagodne i niegroźne nie może być przecież bohaterem pozytywnym. Powód jest prosty: nie ma mózgu. Na pytanie, jaki jest nasz naród, w momencie, gdy zachwycamy się wstającymi z grobów i uważamy je za fenomen, jest w tym przypadku bardzo prosta.
Pokusiłam się również o interpretację żywych trupów, jako grupy narodowców, którzy zaślepieni prą naprzód, bronią kraju, wierząc w błędne ideały.

O samej fabule nie można powiedzieć za wiele. Toczy się niezwykle leniwie. Dynamiki nie dodaje nawet fenomen żywych trupów.
Nie potrafiłam załapać tej nici porozumienia z bohaterami, co zwykle, i wczuć się w ich problemy. Niestety w tym przypadku miałam wrażenie, że Dehnel wykreował bohaterów dość płytkich, powierzchownych i nijakich. Zazwyczaj byłam pewna uznania dla autora za postaci tak rzeczywiste, jednak tym razem były one po prostu miałkie i pospolite.

Zazwyczaj z wypiekami na twarzy czytam książki, które przedstawiają trafny (nawet jeśli w formie pastiszu) komentarz do współczesności. Jestem zdania, że warto słuchać innych, by wyrobić własną opinię i mieć szerokie pojęcie na dany temat. Tym razem jednak Dehnel mnie nie przekonał. Po raz pierwszy czytanie jego książki było dla mnie nie przyjemnością, lecz podobnie jak do bohaterów żyjących w erze zombie, próbą przetrwania.

 

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: