Jamey Bradbury “Dzikie serce” – opowieść o dzikości, którą ma się we krwi

“Dzikie serce” to debiut, który zdobył mnóstwo pozytywnych opinii. Powieść ta klasyfikowana jest jako trochę thriller, trochę horror z elementami dramatu. John Irving powiedział o niej, że to połączenie prozy sióstr Bronte z Stephenem Kingiem. Czy warto po nią sięgać?

W samym sercu Alaski

Tracy ma dzikość we krwi – podobnie jak jej matka. Wychowuje się w dzikich ostępach Alaski i całe dnie spędza poza domem. Jej ulubionym miejsce jest las – to tam tropi zwierzęta, uczy się rozpoznawać rośliny i nasłuchuje odgłosów dziczy, smakuje krwi… Jednak aby móc spędzać tam czas, musi przestrzegać 3 zasad, których nauczyła ją matka, zanim umarła:

Nigdy nie trać domu z oczu.
Nigdy nie wracaj do domu z brudnymi rękami.
A przede wszystkim: Nigdy nie rań innych ludzi do krwi.

Dzikie serce

“Dzikie serce” – życie wbrew zasadom

Nie trudno się domyślić, że wszystkie te zasady zostają przez dziewczynę złamane, i to nie raz… Im większa, tym bardziej Tracy zapuszcza się w głąb lasu. Traci dom z oczu, pochłania ją las. Po upolowaniu zwierzaka zdarza jej się wracać do domu z rękami zbryzganymi krwią. Do krwi rani niejedną osobę…

Po śmierci matki Tracy coraz częściej zaszywa się w lesie. Chce trenować z psami, by zostać dopuszczoną do młodzieżowego wyścigu zaprzęgów Iditarod. Pewnego razu atakuje ją nieznajomy mężczyzna. Tracy wyjmuje nóż, a później ucieka co sił w nogach. Wszystko dzieje się tak szybko… Dopiero później dostrzega, że nóż jest cały we krwi. Od tego czasu nie może spać spokojnie. Boi się kolejnej wizyty nieznajomego mężczyzny. Jej rodzinie zagraża niebezpieczeństwo…

Opowieść wzbudzająca skrajne emocje

“Dzikie serce” to powieść, która potrafi mocno zszokować czytelnika. Do samego zakończenia zachowuje tę nutkę tajemniczości, przeczucia, że jeszcze coś się wydarzy. Po przeczytaniu ostatniego zdania nie mogłam się do końca pogodzić z tym, że właśnie takie było zakończenie. Czułam się trochę zirytowana, zła na tę historię i na główną bohaterkę. To właśnie ona wzbudza w czytelniku skrajne emocje i trzyma go na dystans. Akcja powieści przybiera tempa dopiero za połową, “Dzikie serce” wciąga czytelnika pomiędzy swe karty. Nie wiem jednak, czym sugerował się Irving, dopatrując się w tej powieści stylu sióstr Bronte – z taką opinią absolutnie nie mogę się zgodzić.

“Dzikie serce” pozostawiło mnie nienasyconą i odrobinę rozczarowaną, że sprawy przyjęły właśnie ten tor… To ciekawa powieść, lecz nie poleciłabym jej każdemu.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: