Louisa May Alcott “Dobre żony” – Małe Kobietki dorastają

“Dobre żony” to kontynuacja fantastycznych “Małych Kobietek”, którymi zachwycałam się nie tak dawno temu.
Uwielbiam takie opowieści – prawdziwe, bo w końcu życie to nie same przyjemności, ale jednocześnie pokrzepiające i ciepłe. “Dobre żony”, podobnie jak “Małe Kobietki” dodają otuchy wszystkim zmartwionym sercom i pokazują, że każdy ciężki czas kiedyś się kończy. A po burzy zawsze wychodzi słońce

“Dobre żony” – z kolejną wizytą u “Małych Kobietek”

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Jeśli interesuje Was, co stało się z poważną Meg, roztrzepaną Jo, romantyczną Beth i wytworną Amy, nie możecie przejść obojętnie obok tej pozycji. Ta opowieść, podobnie jak “Małe kobietki”, nie rozczaruje Was. Louisa May Alcott dotrzymuje tempa pierwszej części swojej rodzinnej sagi.

Przenosimy się z powrotem do domu rodziny Marchów. Upłynęło już kilka lat odkąd dziewczęta bawiły się w ogrodzie lub prowadziły tajny klub na strychu. Powoli wkraczają w dorosłe życie wraz z całym ekwipunkiem smutków i radości. Cztery siostry, cztery żywioły, cztery różne ścieżki. Każda z nich wybiera swoją drogę życia, okraszając ją nutką tęsknoty, nostalgii, ale i nadziei.
Meg staje na ślubnym kobiercu i będzie zmuszona sprawdzić się jako gospodyni i żona ukochanego Johna. Amy wygląda wyjazdu za granicę i dobrej, a przede wszystkim bogatej, partii dla siebie. Beth nękają własne smutki i rozterki, a jej dobre serduszko nie śmie zakłócać szczęścia sióstr. Jo z kolei realizuje się w pisarstwie, ale jednocześnie z nadzieją patrzy w przyszłość. Każda z dziewcząt, z wyjątkiem Jo, marzy o prawdziwej, głębokiej miłości. Czy ich plany ułożą się tak, jak się tego spodziewają? Nie zdradzając wiele, powiem Wam tylko tyle, że życie lubi zaskakiwać. Resztę dopowiedzcie sobie sami

“Dobre żony” to nie książka o miłości

Chociaż mogłoby się wydawać, że kontynuacja “Małych kobietek” to głównie książka o miłości – w końcu panny wychodzą za mąż – muszę temu stanowczo zaprzeczyć. Louisa May Alcott napisała przepiękną opowieść o życiu, która jest idealnie wyważona – trochę cierpka, gorzka, ale i z nutką słodyczy i pikanterii. Dawno nie udało mi się przeczytać nic tak cudownie pokrzepiającego.

Louisa May Alcott w tej niepozornej książce zawarła wiele rad i wskazówek dotyczących samego życia. Bohaterki “Dobrych żon” uczą nas o tym, co jest prawdziwie ważne. Beth przypomina, jak bardzo powinniśmy być wdzięczni za dar życia. Amy pokazuje, że każdy ma szansę się zmienić na lepsze. Meg, że warto winy doszukiwać się przede wszystkim w samym sobie, a nie w najbliższych osobach. Jo, moja ulubiona postać, że czasem warto dać się zaskoczyć temu, co przygotowało dla nas życie.

Kończąc ten wpis, nie mogłabym nie wspomnieć o Lauriem, który jest promyczkiem obu tych książek. Ten łobuz i zarazem dżentelmen też ma nam swoje do powiedzenia. Jesteście ciekawi? Koniecznie sięgnijcie po “Dobre żony”!

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: