Charles Dickens, Wilkie Collins “Bez wyjścia” – klasycy w duecie

“Bez wyjścia” to pierwsza książka autorstwa, a właściwie współautorstwa, Wilkie Collinsa, po jaką sięgam. O tym pisarzu słyszałam wiele dobrego, jednak od zawsze brakowało mi czasu, by zapoznać się z jego literaturą. Gdy dowiedziałam się o premierze “Bez wyjścia”, książki napisanej w duecie z Dickensem, pomyślałam, że to świetna okazja. Niestety trochę się omyliłam w tym osądzie i ostateczne wrażenia po lekturze nie są tak dobre, jak bym chciała. Sprawdźmy zatem dlaczego.
Zapraszam Was na recenzję “Bez wyjścia” Wilkie Collinsa i Charlesa Dickensa.

“Bez wyjścia” – dwóch klasyków w duecie

Obraz może zawierać: 1 osoba, napój

Powieści tworzone w duetach to dla mnie zawsze ogromne zaskoczenie. Zachwycona byłam między innymi wspólnymi dziełami Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego. Spodziewałam się, że powieść napisana przez dwóch wybitnych klasyków też będzie wyjątkowa. Niestety moje oczekiwania się nie spełniły.

Głównym bohaterem powieści jest młody człowiek, wychowanek tzw. “Domu podrzutków”. Po kilku latach matka odnajduje go i postanawia otoczyć opieką i dać miłość, której nie mogła mu ofiarować od najmłodszych lat. Rodzina łączy się ponownie i cieszy szczęściem, które im przyniosło to spotkanie.
Po wkroczeniu w dorosłe życie Wilding rozpoczyna karierę w odziedziczonym po matce interesie związanym z handlem winami. Wydaje się, że po opuszczeniu sierocińca w końcu los się do niego uśmiechnie. Jego kroki kierują się w stronę Szwajcarii, z którą jest biznesowo związany – dlatego też miejsca akcji są właściwie dwa: Londyn oraz Neuchatel. Handel winami prosperuje dobrze, a bohater jest przeświadczony, że dzięki ciężkiej pracy osiągnie swój cel. Niestety szybko jego plany się komplikują, a życie rzuca mu kłody pod nogi. Po wyjściu na jaw rodzinnej tajemnicy, fabuła powieści dopiero zaczyna nabierać tempa.

“Bez wyjścia” – powieść czy dramat?

Choć książka ta idealnie pozoruje powieść, tak naprawdę ma konstrukcję typową dla dramatu. Jest podzielona na cztery akty, na scenie obecnych jest zaledwie kilku bohaterów, z których każdy walczy z wewnętrznym, wręczy egzystencjalnym problemem. Bohaterami targają rozterki, żale smutki, a także zazdrość i chęć zemsty. Znajdziemy tu charaktery iście heroiczne, gotowe do największych poświęceń w imię wyższej idei, ale i łotrów, którzy gotowi są zabić tylko dla zyskania majątku.

Choć akcja jest dość wartka, zdaje się być jednocześnie dość mozolną i ciężką. Nie znając stylu pisarstwa Wilkie Collinsa, bez obaw mogę powiedzieć, że styl Dickensa jest tutaj mocno wyczuwalny.

“Bez wyjścia” nie jest jednak powieścią, która pozostanie we mnie na dłużej. Pisarstwo Wilkie Collinsa w duecie z Dickensem nie przekonuje mnie i zdecydowanie bardziej skłaniam się ku czytaniu tych autorów z osobna. Interesująca fabuła w tym wykonaniu wydawała się dość przytłaczająca. Muszę przyznać, że był to jednak ciekawy eksperyment. Jestem zdania, że w życiu, a tym bardziej w literaturze, warto próbować różnych rzeczy.

 

Z pozdrowieniami,
Kasia

 

Share: