K. M. Hargrave “Kobiety z Vardø” – oskarżone o czary

“Kobiety z Vardø” to powieść, która zaintrygowała mnie od samego początku – tym bardziej, że jest oparta na faktach. Właśnie ogromnym atutem książki jest nota historyczna, która znajduje się na jej końcu. Dzięki temu czytelnik jest w stanie bardziej wczuć się w historię i wyobrazić sobie te odległe czasy i przeszywający mróz, jaki odczuwali bohaterowie. Chyba każdy zgodzi się ze mną, że książki oparte na faktach, mają jeszcze więcej uroku?

“Kobiety z Vardø” – pościg za czarownicami

Kiedy piszę tę recenzję, jest już wieczór. Deszcz stuka o szyby, słyszę szum przejeżdżających po mokrej jezdni samochodów. Jest zimno, nadeszła jesień. Przymykam powieki i wyobrażam sobie Vardø – ten dziwny, mroźny świat, w którym życie jakby zamarzło, skostniało. Kiedy w 1617 roku potworny sztorm zabiera mężczyzn, Vardø staje się miejscem tylko dla kobiet. Czterdziestu rybaków wypływa w morze, by z tego połowu nigdy już nie powrócić. Kobiety zostają same – zdane tylko na siebie, wraz z perspektywą długiej i ciężkiej zimy. Rozplątują sieci rybackie, wyruszają w połów, garbują ciężkie skóry reniferów i czekają, aż nadejdzie łagodniejsza pogoda, by móc pochować swoich bliskich.

Ich upór, ciężka praca i chęć przetrwania zostaje źle odebrany. W końcu zamiast poddać się losowi i gryźć piach – walczą. Komisarz Absalom Cornet – słynny łowca złych duchów i czarownic przybywa, by oczyścić Vardø z grzechu…

Pościg za złem

Kobiety z Vardø zostają oskarżone o czary. Toż to w końcu nie przypadek, że czterdziestu rybaków zginęło tego samego dnia, że wioska została bez mężczyzn. Panuje powszechne przekonanie, że czarownice musiały maczać w tym palce… Która z kobiet pójdzie na pierwszy ogień i zostanie oskarżona o czary? Kristen, wkładająca męskie spodnie, Dina będąca Laponką, czy Maren, która pomaga w obowiązkach domowych Ursie, żonie komisarza?

To właśnie Maren i Ursa nawiązują szczególną więź. Czy ich przyjaźń zdoła uratować kobiety z Vardø?

“Kobiety z Vardø” – opowieść oparta na faktach

Jak pisałam już wyżej, to, że powieść oparta jest na faktach dodaje jej uroku.  Z drugiej strony jednak aż zapiera dech w piersiach, że te wydarzenia są prawdziwe, że to, co opisywane na kartach powieści, stało się naprawdę. “Kobiety z Vardø” to świetna powieść, w której poszczególne wątki mieszają i przeplatają się ze sobą, wciągając czytelnika w ten okrutny, zimny, skostniały świat. Jest brutalna, ostra jak brzytwa, a zarazem krucha i delikatna – idealna na tak zimne i jesienne wieczory! Polecam!

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: