Marieke Lucas Rijneveld “Niepokój przychodzi o zmierzchu”

“Niepokój przychodzi o zmierzchu” to jedna z nielicznych książek, które musiałam naprawdę długo “przetrawić”, przemyśleć i po której musiałam równie długo… odpocząć.

W jednej z ostatnich recenzji – mowa dokładnie o “Domu Holendrów” – napisałam, że pochwalne recenzje i nagrody, jakie uzyskała dana książka, bardzo zachęcają mnie do jej przeczytania. Odwrotnie, niż u większości z Was. Wiele osób twierdzi, że zachwyty na okładce powodują, że do książki podchodzi się z jeszcze większym dystansem. Tymczasem ja mam zupełnie inaczej – chcę sprawdzić, co w trawie piszczy i skąd ten cały hałas…

Tak było i w tym przypadku, kiedy skusiłam się na przeczytanie powieści nagrodzonej Międzynarodową Nagrodą Bookera 2020. “Niepokój przychodzi o zmierzchu” z pewnością wzbudza zainteresowanie – jest to powieść kontrowersyjna, odważna i bezkompromisowa. Musiała swoje odleżeć na półce, abym mogła zebrać myśli i napisać o niej parę słów. Czy po jej przeczytaniu zmienię swoje nastawienie do okładkowych “ochów” i “achów”?

“Niepokój przychodzi o zmierzchu” – powieść nagrodzona Bookerem 2020.

Niepokój przychodzi o zmierzchuMała holenderska wioska i zamknięta w sobie, pobożna rodzina, w której nie mówi się zbyt wiele – bo słowa w większości przypadków są zbędne. Takie jest tło dla wydarzeń, które rozpoczynają się już na samym początku tej powieści. Tuż przed świętami dochodzi do tragedii – podczas jazdy na łyżwach po zamarzniętym jeziorze ginie najstarszy syn – Matthies. Wraz z jego śmiercią na dom głównych bohaterów spadają kolejne troski i nieszczęścia. To kara za grzechy – sądzą rodzice, nieznajdujący już czasu i sił do wychowania trójki pozostałych w domu dzieci. Te z kolei, nie rozumiejąc tego, co się wydarzyło i nie potrafiąc poradzić sobie z atmosferą panującą w domu, szukają odpowiedzi na kłębiące się w nich pytania. Dlaczego Matthies umarł? Czy to oznacza, że rodzice też umrą? A jeśli tak, to kiedy? Czy ojciec nas zostawi? Jaką śmierć wybierze matka? Rodzeństwo zastanawia się nad kwestiami, których nie odważy się wypowiedzieć głośno. Podąża drogą przemocy, seksualnej fascynacji i eksperymentów, próbując zbliżyć się ku śmierci, by tylko ją zrozumieć. Jaki będzie finisz tej tragicznej sytuacji? Czy dzieciństwo, które utracili wraz ze śmiercią brata, kiedykolwiek do nich powróci?

Surowość i brutalność świata, którego nie znamy

Świat opisywany przez Marieke Lucasa Rijnevelda wydaje się jednocześnie bardzo odległy, ale i bliski. To przecież dzieje się na co dzień – każdego dnia tuż obok nas. Ile rodzin mierzy się z tragedią, jaką jest strata dziecka? Ile dzieci próbuje zrozumieć, czym jest śmierć i poznać jej tajemnice? Jak często dorośli zapominają o tych, za których są odpowiedzialni?

Świat książki “Niepokój przychodzi o zmierzchu” jest brutalny, surowy i naturalistyczny. To świat myśli, których nie wypowiada się na głos, pozostawionych samym sobie dzieci. Czy Bóg da się przebłagać składanymi ofiarami? Czy zgłębienie tajemnicy śmierci i seksu przez trójkę dzieci, pozwoli im jakoś dalej żyć, po tej stracie?

To świat, w którym nikt z nas nie chciałby się znaleźć. Świat, w którym kończy się niewinność, a do drzwi puka zło.

Książka, po której trzeba odpocząć

“Niepokój przychodzi o zmierzchu” to taka literatura, po zetknięciu z którą trzeba złapać oddech i pozwolić odpocząć myślom. Zmęczyła mnie psychicznie, dotknęła czułych miejsc w myślach i w sercu, których nie odsłaniam przed nikim. Zasiała we mnie ziarno niepokoju, spowodowała, że poczułam się wewnętrznie brudna. Ta książka nie jest skierowana dla każdego – może okazać się zbyt bolesna. Przeczytanie jej może być ciężką próbą, nie dla każdego… dlatego też nie napiszę Wam dziś, że “polecam” lub “warto przeczytać”. To wybór, którego musicie dokonać sami – zastanowić się, czy warto wejść na tę ścieżkę, bo jest ponura i mroczna, a zawrócić z niej już nie można.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: