Jakub Małecki “Święto ognia” – opowieść o walce z samym sobą

“Święto ognia” to najnowsza powieść Jakuba Małeckiego. Zawsze z wyczekiwaniem wypatruję jego nowych książek i mam wobec nich wysokie oczekiwania. Jako że nie udało mi się przeczytać “Horyzontu” (z tematyką nie jest mi całkiem po drodze), byłam ciekawa w jakim stylu powróci Małecki. “Nikt nie idzie” – ostatnia przeczytana przeze mnie powieść autora – bardzo się różniła od mojej ulubionej “Rdzy“. Wyczekiwałam więc niesamowitej lektury, czegoś nadzwyczajnego, tego charakterystycznego dreszczyku emocji, niepowtarzalnych wrażeń. W “Święcie ognia” Małecki porusza wiele tematów: straty, samoakceptacji, walki z własnymi ambicjami, miłości i tęsknoty. To powieść, którą czyta się w jeden dzień.

“Święto Ognia” – opowieść o tęsknocie i walce z samym sobą

Święto ogniaAnastazja jest uwięziona we własnym ciele – pragnie żyć, cierpieć, kochać i cieszyć się – ale niepełnosprawne ciało jej na to nie pozwala. Obserwuje więc świat przez okno i przez całe dnie marzy i snuje w myślach wizje fikcyjnej przyszłości. Wyobraża sobie dokąd spieszą jej sąsiedzi, co robią w swoich mieszkaniach. Jej jedyną i najlepszą przyjaciółką jest Łucja – starsza siostra.

Łucja próbuje uciec od wspomnień zatracając się we własnych ambicjach. Ciągle mocniej podnosi sobie poprzeczkę, aż do granic wytrzymałości. Żyje w szklanej kuli, próbując udawać, że jej świat jest idealny. Nie chce zauważyć rys, które powodują, że szkło coraz mocniej pęka.

Głównych bohaterów powieści jest trzech – dokładnie tylu, ilu liczy sobie rodzina Łabędowiczów. U jej podstawy stoi ojciec – silny na zewnątrz, kruchy w środku. To mężczyzna, który tańczy w deszczu, ucieka wieczorami z własnego mieszkania, pali po kryjomu przynoszone co roku przez listonosza widokówki i… tak po ludzku tęskni za żoną.

Najnowsza książka Jakuba Małeckiego to opowieść właśnie o nich trzech – żyjących na pozór ze sobą i dla siebie… W rzeczywistości uciekających przed sobą nawzajem, grających w życiu swoją rolę.

“Święto ognia” – kameralna opowieść o nas samych

“Święto ognia” to opowieść bardzo kameralna. W dużej mierze opowiada o nas samych – czytelnicy byliby w stanie odnaleźć siebie w przedstawionych bohaterach. To właśnie my uciekamy przed problemami. Zamykając drzwi swojego mieszkania, udajemy, że wszystko jest w porządku, przylepiając uśmiech do twarzy, zatracamy się w ambicjach, nie chcąc pokazać, że jesteśmy słabi.

“Święto ognia” czyta się przyjemnie, to dobra literatura, ale czegoś w niej brakuje. Po przeczytaniu ostatniego zdania czułam się nienasycona – brakowało mi tego dreszczu, iskierki, zdumienia. To książka bardziej na miarę “Nikt nie idzie”, niż “Dygotu” czy “Rdzy” – na tle tych dwóch powieści wypada o wiele słabiej. Odebrałam ją jako bardziej banalną i błahą. Nie niesie ze sobą już takiego ładunku emocjonalnego. Będę wypatrywać kolejnej powieści autora z nadzieją, że uda mi się zatrzeć to wrażenie i że doczekam się jeszcze drugiej “Rdzy”.

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: