Sally Rooney “Gdzie jesteś, piękny świecie”? – opowieść o współczesności

“Gdzie jesteś, piękny świecie?” to książka, którą pierwszy raz dostrzegłam na bookstagramie. Nie czytałam wcześniej nic tej autorki, a same “ochy” i “achy” zachęciły mnie, by sięgnąć właśnie po ten tytuł. Muszę przyznać, że jest boski! No przecież nie możecie się ze mną nie zgodzić. W tym pytaniu: “gdzie jesteś piękny świecie?” kryje się jakaś nutka tęsknoty, nostalgii i smutku. I tak właśnie sobie tę powieść wyobrażałam. Delikatną i ulotną, taką, co to nie jedną łzę z oka uroni. Jednak to nie to – nie ten kierunek. Powieść Sally Rooney obfituje we wszystko, tylko nie w tę subtelność, o jakiej marzyłam.

“Gdzie jesteś, piękny świecie”? – opowieść o millenialsach

Gdzie jesteś, piękny świecie?Bohaterki tej powieści – Alice i Eileen – żyją ze sobą w przyjaźni. Od kilku lat podtrzymują ją dzięki korespondencji, opowiadając sobie nawzajem, co wydarzyło się w ich życiu. A dzieje się dużo. Alice zdaje się być mocno pogubioną – ma dwadzieścia parę lat, a już osiągnęła sukces jako pisarka, zaliczyła pobyt w psychiatryku i zdaje się, że nie ma nikogo. Przeprowadzając się do nowej miejscowości poznaje miejscowego chłopaka, który nie cieszy się zbyt dobrą sławą. Chwyta się go, niczym tonący brzytwy. W kolejnych rozdziałach czytelnik ma okazję obserwować jej zachowanie, które nie ma w sobie krzty racjonalności i z całą pewnością zasługuje na miano absurdalnego.

Eileen wydaje się być tą bardziej poukładaną i stąpającą twardo po ziemi. Rozdziały dotyczące tej bohaterki skupiają się głównie na uczuciach, które żywi do przyjaciela. Podkochuje się w nim od wielu lat, zdaje się z resztą, że z wzajemnością, jednak ich relacje są na tyle skomplikowane, że utrudniają im bycie razem. Duma? A może pragnienie bycia wolnym i bez zobowiązań, które tak mocno charakteryzują millenialsów?

Bohaterki są dla siebie kompletnymi przeciwieństwami, a jednak obie chcą utrzymywać tę nić przyjaźni, nawet jeśli nie wpływa ona na nie dobrze.

“Gdzie jesteś, piękny świecie?” – czyli seks i wyzbycie się uczuć

W tej książce dużo jest seksu. Nie mam nic przeciwko temu, w końcu ludzie w tym wieku z pewnością go uprawiają, więc naturalnym jest, że bohaterowie Rooney również. Ale tu seks i towarzyszące mu nad wyrost głębokie dialogi pojawiają się na co drugiej stronie. Niestety wywracałam oczami, myśląc sobie “to już było!”. Później odwracałam kartkę i spotykałam się dokładnie z tym samym.

Pseudo akademickie rozmowy, które prowadzą ze sobą dwie bohaterki również nie wnoszą nic do fabuły. Tak samo z resztą, jak opisy codziennych czynności. Jedynym bohaterem, który w jakiś sposób był dla mnie prawdziwy i namacalny okazał się Simon.

Wszyscy bohaterowie, których powołała do życia Rooney są pogrążeni w obsesji bycia smutnym. Sami sobie z resztą ten smutek narzucają. Prawdziwe problemy ich nie spotykają. Lubią sobie komplikować relacje, czuć się poniżani. Niestety często metodą do tego, jest właśnie seks. Mam wrażenie, że takie samoumartwianie stanowi dla nich jakiś sens, dodaje pikanterii do ich nudnego, miejskiego życia.

Powieść Sally Rooney kompletnie do mnie nie trafiła. Nie twierdzę, że to zła książka – ma też swoich wiernych fanów. Ja jednak czegoś innego szukam w literaturze i inne mam oczekiwania. Tu zabrakło mi tej delikatności i nostalgii. Smutek jest fantastycznym motywem w książce, jednak nie zaserwowany w ten sposób. Był zanadto wydumany. Męczyłam się z dobrnięciem do końca i choć rzadko krytykuję książki – zazwyczaj podejmuję dobre lektury odnośnie swoich lektur – tutaj nie pozostawiam suchej nitki. Nie zaiskrzyło pomiędzy nami.

To bestseller polecany przez księgarnię Tania Książka, więc zwróćcie na nią uwagę. Być może odnajdziecie w niej to coś, czego ja nie zauważyłam?

Z pozdrowieniami,
Kasia

Share: